Nie tylko dla wielbicieli słodyczy, ale dla wszystkich ceniących sobie smaczną i niedrogą kuchnię. Czemu więc "Kuchnia w czekoladzie"?
To właśnie ciemna i biała czekolada są dominującymi kolorami w moim królestwie, do którego Was zapraszam:)

czwartek, 20 kwietnia 2017

Pampuchy z malinami i recenzja bambusowego parownika

Wiecie, że jakiś czas temu zaczęłam walkę z wiatrakami (czyt. moimi zbędnymi kilogramami), ale by szło mi choć troszkę lepiej- chcę zmienić swoje nawyki żywieniowe i całkowicie zrezygnować ze smażonego, tłustego i ciężkiego jedzenia. Wiem, wypadałoby także ze słodyczy, ale tej przyjemności jakoś nie jestem w stanie odrzucić ;)
Nawiązując do wstępu- przy uprzejmości sklepu Kuchnie Świata, nabyłam całkiem nowiutką sztukę parownika bambusowego. Teraz, po kilku próbach mogę Wam z przyjemnością napisać o nim kilka słów i zaprosić na pyszne herbaciane pampuchy z malinami.



Składniki na 6 sztuk

Zaczyn:
100ml mleka
12g świeżych drożdży
1 łyżka cukru trzcinowego
1 pełna łyżka mąki pszennej 

Ciasto:
200g mąki pszennej
1 jajko
½ łyżeczki soli
1 pełna łyżeczka zielonej herbaty matcha
wyrośnięty zaczyn
1 łyżka roztopionego i przestudzonego masła

Dodatkowo:
1 szklanka malin (mrożonych)
2 łyżki jagód leśnych (opcjonalnie)
2 łyżki cukru pudru
125ml słodkiej śmietanki 30%

Sposób przygotowania:

Zaczyn- Mleko delikatnie podgrzewamy, łączymy z drożdżami, cukrem i mąką, odstawiamy pod przykryciem na 15 minut. 
Ciasto- Mąkę przesiewamy, wbijamy jajko, wlewamy wyrośnięty zaczyn, dodajemy sól oraz sproszkowaną, zieloną herbatę matcha i przestudzone masło. Zagniatamy i pozostawiamy pod przykryciem na ok 1 godzinę.
Po tym czasie ciasto ponownie wyrabiamy podsypując delikatnie mąką jeśli się lepi do rąk, dzielimy na 6 części, każdą rozpłaszczamy, na środek dajemy po ok 3 mrożone maliny i zlepiamy. W dłoniach nadajemy kształt kuli i odkładamy na podsypaną mąką deseczkę sklejeniem do dołu. Przykrywamy ściereczką i pozwalamy podrosnąć im przez kolejne 15 minut. W tym czasie w garnku niewiele większym od parownika gotujemy wodę (u mnie było to ok 2 litry). Na gotującą się nakładamy jedną część bambusowego parownika, wyścielamy go np gazą i układamy w odstępach pampuchy (u mnie zmieściły się 3 na jednym poziomie). Przykrywamy i parujemy przez ok 7 minut. Wyrośnięte i sparowane delikatnie przekładamy na talerz.
Podajemy koniecznie na ciepło ze śmietanką ubitą z łyżką cukru pudru i uprzednio rozmrożonymi, zmiksowanymi pozostałymi owocami z resztą cukru.



Przepis już macie ;) Prawda, że pampuchy wyglądają apetycznie...?

Teraz słów kilka o parowniku, który stał się jednym z częściej używanych przedmiotów w mojej kuchni. Mając do dyspozycji dwa poziomy jestem w stanie przygotować jednodaniowy obiad za jednym zamachem, wystarczy, że na pierwszy poziom wrzucę kawałki lekko doprawionego mięsa (nawet bez soli), a na drugi warzywa- ziemniaki, marchewkę, brokuł czy kalafior, by po kilkunastu minutach cieszyć się ich smakiem. Pamiętajcie jednak, by warzyw nie rozgotowywać, takie al dente są najlepsze :)
Jego pochodzenie może nam sugerować przygotowywanie potraw chińskich, ale nic bardziej mylnego. To co i w jaki sposób sparujemy oraz jakich przypraw użyjemy zależy tylko od nas. 




Dzięki temu, że potrawa nie styka się bezpośrednio z wodą, możemy zachować większość witamin i składników mineralnych. Wbrew pozorom, to para wodna ma dużo większą temperaturę niż wrząca woda, co z kolei przyczynia się do krótszego czasu poświęconego na to, by móc zdrowo zjeść. 
Parownik który otrzymałam ma średnicę 20cm, wystarczy że nałożę go na garnek o 1cm szerszy, by móc przygotować jedzenie. Składa się z trzech elementów: dwóch "misek" oraz pokrywki. Po przygotowaniu posiłku przemywam je tylko delikatnie wodą, osuszam ręcznikiem papierowym i pozostawiam w cieple do całkowitego wyschnięcia. Bambus doskonale chłonie wilgoć i nie skrapla na sobie wody, a przy tym nie zniekształca się. Warto jednak zaopatrzyć się w cieniutkie gaziki, na których będziemy móc układać nasze składniki. Ułatwi nam to późniejsze wyciąganie wszystkiego za jednym zamachem i zminimalizujemy możliwość przywierania do spodu potraw takich właśnie jak pampuchy - miałam z tym problem za pierwszym razem, choć to może reguła nie jest;) czy pierogów- choć te są dopiero przede mną. 



Wykonany jest w 100% z bambusa, bez dodatkowych metalowych wiązań, unikniemy więc metalicznego posmaku, który mógłby się w trakcie parowania wydobyć. 
Cena  także nie jest wygórowana. W zależności właśnie od rozmiaru, możecie nabyć go już za 43,80zł. 


Jeśli i Wy chcielibyście zdrowiej zacząć się odżywiać, a przy tym smacznie jeść, zachęcam do zaopatrzenia się w takie małe cudo. Po złożeniu zajmuje mało miejsca, jest lekkie i sprawdzi się na pewno w każdej kuchni. Odpowiednio przechowywany będzie służył latami. 

Zwróćcie uwagę, że w sklepach już niedługo pojawią się nowalijki, na które czekaliśmy cały rok. Może przygotowywanie ich w taki sposób będzie dla Ciebie wielkim odkryciem? Możecie mi wierzyć lub nie, mówić, że chwalę, bo dostałam, ale dopóki sami się nie przekonacie, że smak parowanych warzyw jest w zupełności inny- lepszy od tych gotowanych, to proszę, nie bluzgajcie ;) Na początek "uparujcie" sobie nawet ziemniaki i porównajcie z tymi gotowanymi... A później napiszcie czy widzicie tę różnicę, co ja... 
Jedyny problem jaki na razie mi się przytrafił, to  problem ze sparowaniem ryżu. Wysypałam go na gazę ciut więcej chyba niż powinnam i mimo ciągłego mieszania, to ziarenka były twardawe- choć do zjedzenia.  Muszę nad nim jeszcze popracować, bo wierzę, że i on nie oprze się parze ;)

Polecam i zachęcam do testowania, zarówno parownika jak i przepisu na pyszne, herbaciane pampuchy przygotowane właśnie dzięki bambusowemu parownikowi.



http://www.kuchnieswiata.com.pl/

4 komentarze:

  1. Pampuchy wyszły Ci boskie!
    Zapisałam przepis i niebawem wypróbuję, bo takie połączenie matcha i malin kusi mnie niesamowicie :)
    Parownika co prawda nie mam, ale myślę, że piekarnik z funkcją parowania sprawdzi się tu doskonale :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głupio tak się chwalić, ale były naprawdę pyszne :) Pierwsze robiłam zwykłe i z masełkiem ale te zdecydowanie lepsze ;)Daj znać, jak Ci smakowały i podrzuć fotkę, pozdrawiam :*

      Usuń
  2. wyglądają rewelacyjnie zwłaszcza w tym zielonym kolorze :) narobiłaś mi smaku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Smak pampuchów mogę sobie wyobrazić, bo robiłam pierogi z matcha i czekoladą w środku i były pyyycha! Więc drożdżowe z tym posmakiem na pewno też smakuje obłędnie, a tu jeszcze maliny... mniam!
    Co do parownika to zaskoczył mnie, bo ja nawet takiego jeszcze nie widziałam :) i tak się przyglądam zdjęciom już od dobrych 5 minut :D i muszę przyznać, że fajnie wygląda i chętnie bym wypróbowała takie cudo. Praktyczny i estetyczny zarazem, oby dobrze i długo Ci służył (może i mnie będzie jak się zaopatrzę;)).

    OdpowiedzUsuń

Daj znać, że ze mną jesteś! Zostaw komentarz :)