Nie tylko dla wielbicieli słodyczy, ale dla wszystkich ceniących sobie smaczną i niedrogą kuchnię. Czemu więc "Kuchnia w czekoladzie"?
To właśnie ciemna i biała czekolada są dominującymi kolorami w moim królestwie, do którego Was zapraszam:)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez glutenu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bez glutenu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 lipca 2018

Wegańskie ciasteczka kokosowe + darmowy eBook

Tak się ostatnio poskładało na blogu, że macie więcej wegańskich przepisów. Ale spokojnie! Daleko mi jednak do całkowitego "przejścia" na weganizm i obawiam się, że o ile bez mięsa mogłabym żyć, tak bez mleka, jajek i ogólnie nabiału, już niekoniecznie. 
Rozumiem jednak potrzeby innych i domyślam się, że nie zawsze diety są czyimś "wymysłem", a koniecznością, z którą dla własnego zdrowia trzeba się zmierzyć. 
Ostatnio były lody, które zadziwiły swoim składem. Dziś będzie zdecydowanie bardziej przyziemnie ;) Ciasteczka z wykorzystaniem mąki kokosowej. Proste do przygotowania, smaczne i absolutnie wegańskie. To u mnie ;) Bo oprócz tego, mam dla Was jeszcze coś... 


czwartek, 12 kwietnia 2018

Bezglutenowe jaglane kopytka

Skłamałabym, gdybym powiedziała, że zrobiłam po raz pierwszy i byłam wniebowzięta! Za pierwszym razem, to mi takie gnieciuchy wyszły, że jeść się tego nie dało.
Postanowiłam spróbować ponownie. Było ciut lepiej, ale przysłowiowej d... nie urywało ;) Miałam się już poddać i nigdy więcej nie wracać do potraw bezglutenowych, bo ani mi to potrzebne nie jest, ani nie mam specjalnego pojęcia o takiej diecie i tylko nerwy tracę ;) gdy napisała do mnie na fp pewna Pani pytając czy mam jakieś fajne, typowo bezglutenowe przepisy. I zonk. Bo w sumie, choć zasobów bloga nie przejrzałam, to w kwestii przepisów jakąś tam pamięć mam i typowo bez glutenu nie mogłam sobie żadnego sensownego przypomnieć. 
Postanowiłam więc podjąć kolejną, ale ostatnią próbę. Stałam nad garnkiem z gotującymi się kopytkami i czarowałam- "a spróbujcie mi się mendy małe rozpaść...", bo pierwsze się rozpadły właśnie, a drugie... no cóż... miały w sobie tyle mąki, że to jakieś gniotki a nie kopytka były. 
I wiecie, chyba poskutkowało. Albo się przestraszyły, albo po prostu się w końcu jakimś cudem udało i było wszystko pięknie i cacy. Kopytka nie miały posmaku tych znanych wszystkim ziemniaczanych, bo ani grama ziemniaka (no może prócz mąki) nie dodałam. 
Ale były smaczne i naprawdę zjadliwe, zwłaszcza jak się je polało topionym masełkiem lub właśnie na tym maśle podpiekło i posypało delikatnie cukrem.