Nie tylko dla wielbicieli słodyczy, ale dla wszystkich ceniących sobie smaczną i niedrogą kuchnię. Czemu więc "Kuchnia w czekoladzie"?
To właśnie ciemna i biała czekolada są dominującymi kolorami w moim królestwie, do którego Was zapraszam:)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tłusty Czwartek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tłusty Czwartek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 lutego 2024

Pączki z nadzieniem pistacjowym

W Tłusty Czwartek nie może zabraknąć u mnie pączków. Na razie skromnie- zjadłam jednego, ale dzień dopiero się rozkręca :) Wczoraj ukręciłam pączki z konfiturą malinową i kremem pistacjowym, zaraz zabieram się za zdjęcia, a póki co zapraszam na pączki pistacjowe. Delikatne, lekkie i koniecznie z białą obwódką ;)

niedziela, 7 lutego 2021

Karnawałowe kopytka z mascarpone

Kolejne opakowanie mascarpone, które wykorzystałam nie do kremu, a do ciasta. Poprzednie, do przygotowania chrupiących faworków, to był strzał w dziesiątkę, więc podkuszona ich sukcesem, postawiłam na takie małe kopytka. Do ich przygotowania wystarczy w całości zaledwie pół godziny, więc to świetna opcja, kiedy nagle dowiadujesz się, że znajomi wpadną na kawę. By sobie uprościć smażenie ciasto przekładam do worka cukierniczego, ale jeśli nie posiadacie, to śmiało możecie użyć zwykłego worka, tylko takiego grubszego i uciąć jedną końcówkę. Smaży się je bardzo szybko, bo każda partia to zaledwie 2-3 minutki w oleju. Sukcesu faworków nie powtórzyły i nie mam absolutnie sumienia, by to przed Wami zataić, ale biorąc pod uwagę czas przygotowania jednych i drugich, no to są zdecydowanymi faworytami. Przepis na pyszne, wspomniane wyżej faworki znajdziecie TUTAJ, a poniżej zostawiam pomysł na karnawałowe kopytka.

sobota, 6 lutego 2021

Drożdżowe "wulkany"

Słyszeliście już o takich bułkach? Pojęcia nie mam czy takowe gdzieś już istnieją, ale moje w trakcie pieczenia zachowywały się właśnie jak takie małe wulkany z gorącą lawą więc nie sposób nazwać ich inaczej. Jeśli mam być szczera, to zamysł na nie był nieco inny. Zresztą kto obserwuje mnie na Instagramie ten wie, że bułki te, to tak naprawdę nieudane donaty z nadzieniem ;) Zamarzyło mi się zrobić takie wiecie, jak w tych wszystkich marketach. Puszyste, z nadzieniem w środku, oblane czekoladą i na życzenie Synów koniecznie obsypane kolorowymi posypkami. Różnica tylko taka, że nie chciałam smażonych w oleju, a pieczone... i chyba tutaj właśnie zaczęły się schody. No bo jak to wyciąć, żeby po wyrośnięciu nadal zachowały kształt i jak nadziać by nic nie wypłynęło...? Wydawać się mogło, że będzie pięknie, ale rzeczywistość zweryfikowała i ostudziła moje ambicje dość znacznie i ... szybko ;) Wystarczyło jakieś 8 minut w piekarniku by moim oczom ukazały się nie donaty, a bułki i to z wyciekającą lawą (czyt. dżemem) niemal z każdej jednej. Wyglądało to całkiem fajnie (niektórzy nawet pokusili się o bardziej anatomiczne nazwy jak cycek z wystającym sutkiem, co mnie osobiście bardzo rozbawiło), ale nie byłam przekonana co do publikacji, bo jednak to nie tak miało być. Finalnie zmieniłam Wam trochę sposób przygotowania (ja sklejałam dwa krążki z dziurką w środku), ale przepis wrzucam, bo i tak poszedł już w świat na prośbę kilku instagramowiczów. Ciasto jest puszyste, fajnie zachowuje świeżość, więc prawda jest taka, że jeśli nie chcecie się bawić w wycinanie, sklejanie itp... to przygotujcie zwykłe krążki, nałóżcie na środek dżem, sklejcie, uformujcie, a po upieczeniu zjedzcie ze smakiem!



czwartek, 28 stycznia 2021

Faworki z mascarpone (kruche i delikatne)

Faworki te odkryłam zupełnie przypadkiem gdy szukałam w internecie pomysłu na mascarpone... Nie chciałam żadnych ciast z kremem, deserów i tym podobnych. Wpadłam na bloga I love bake i znalazłam tam przepis właśnie na to cudo. Ja wszelkie tłustoczwartkowe wypieki uwielbiam, więc wiedziałam, że i te będą strzałem w dziesiątkę. No chyba że wyszłyby twarde, zbite i istniałoby ryzyko, że gryząc połamię zęby. Nic jednak takiego się nie stało ;) Mało tego, faworki są tak kruche, że łamały się jak próbowałam po upieczeniu ułożyć jedne na drugich... Sekret w pysznych chruścikach jest ciągle ten sam- odpowiednie napowietrzenie ciasta i bardzo cienkie rozwałkowanie. Ja przez swoje rozwałkowane ciasto widziałam linie papilarne palców, więc możecie się domyślać jak cienko to było ;)

czwartek, 20 lutego 2020

Pączki na serku homogenizowanym (w 30 minut)

Tłusty Czwartek rządzi się swoimi prawami. Chciałam uczcić go należycie, prawdziwym pączkiem z nadzieniem różanym, ale niestety. W moim sklepie takowej konfitury nie przewidzieli, a nie pomyślałam wcześniej by się odpowiednio zaopatrzyć. No nic, odpuściłam i stwierdziłam, że przynajmniej bez wyrzutów sumienia kupię i nie będę stać przy garach. Ale i tu rozczarowanie, bo takowych nie znalazłam, by miały na wierzchu najzwyklejszy cukier puder, a w środku odrobinę róży. Zrezygnowana sięgnęłam po te z adwokatem, a w drodze do domu postanowiłam, że przynajmniej zrobię te z serka homogenizowanego. Jak pomyślałam, tak uczyniłam. Obtaczać w cukrze pomagał dzielnie Adaś, zadowolony, że sam coś mógł też zrobić. 
Całość, łącznie z posprzątaniem kuchni zajęła nam jakieś 30 minut, więc spokojnie polecam jeszcze na dzisiejsze popołudnie!


środa, 19 lutego 2020

Chrust piwny

Do przygotowania chrustu zmotywowała mnie tym razem Teściowa, kiedy stwierdziła, że jej to już nic nie wychodzi, a dawniej jak robiła, to taki był kruchutki, że potrafił się złamać nim jeszcze przeniosła z oleju na tackę, gdzie ociekały sobie na papierowych ręcznikach.Ja z chrustem wiele wspólnego nie miałam, bo w moim rodzinnym domu raczej stawiało się na pączki, ale spróbowałam zaryzykować i przekonać się na własnej skórze jak to z nimi jest i czy faktycznie można je zrobić chrupiące.
Morał jest taki- nie ma nic za darmo i nie mowa tu bynajmniej o ewentualnych kosztach, a o bólu rąk  i jednym rozwalonym na trzy części wałku...Na szczęście znalazł się w domu godziwy zastępca (co już niebawem będziecie mogli zobaczyć w wyróżnionej relacji na Instagramie) i mogłam prać po tym cieście spokojnie i bez obaw że zaraz znowu się rozleci.
Wyszły chrupiące i takie jak je sobie wyobrażałam, a o tym że smakowały niech świadczy fakt, że pięć  (albo i 6) pełnych talerzy rozeszło się w 2 dni :)

Wspomniana relacja jest już na moim Instagramie ;) Zapraszam --> 
Kuchnia w czekoladzie



poniedziałek, 25 marca 2019

Pączki budyniowe z różą

Pewnie większość z Was czeka już z niecierpliwością na wielkanocne przepisy, a ja tu z zaległymi pączkami wyskakuję jak Filip z konopi ;) Poślizg mam nie mały, ale przecież nikt nie powiedział, że dobrego pączka możemy zjeść tylko raz w roku, z racji Tłustego Czwartku! A te naprawdę są pyszne i zdecydowanie warte częstszej uwagi. Teraz już wiem, że robiąc je będę korzystała z mniejszej szklanki przy wycinaniu, bo te były mega duże ;) Co nie znaczy, że się zmarnowały- żeby tylko nie zjeść wszystkich hurtem, rozdałam po najbliższych i sąsiadach 😜 Jak to się mówi... I wilk syty i owca cała 😅


wtorek, 26 lutego 2019

5 pozycji, których nie powinno zabraknąć na stole w Tłusty Czwartek

Wspominałam Wam wczoraj, że zrobię zestawienie moich tłustoczwartkowych przepisów, byście w przejrzysty sposób mogli znaleźć to, czego szukacie. Doszłam jednak do wniosku, że nie ma sensu bombardować Was tutaj kilkunastoma pozycjami, bo wtedy i o wybór gorzej i zdecydować się nie można. Wybrałam więc 5 przepisów, które wg mnie są najbardziej godne uznania i zastanowienia się nad nimi. Pączki- dwa rodzaje. Jedne moje, drugie Mamy. Rozetki- gwiazdki, które uzależniają okropnie, pączki wiedeńskie i całkiem podobne w smaku słomki- churrosy. Ja sama nie wiem jeszcze co przygotuję, bo korci mnie coś nowego, ale to są takie pewniaki, które zawsze wychodzą i naprawdę smakują wszystkim. Bez wyjątku ;) No chyba, że te wyjątki w ogóle nie uznają takiego świętowania i wszelkie tłuściutkie wypieki mogą dla nich nie istnieć. Im- choćby nie wiem co zrobił, po prostu nie dogodzi ;)



poniedziałek, 25 lutego 2019

Oszukane faworki (z ciasta francuskiego)

W tym roku wyjątkowo nie chce mi się robić ciężkich i ociekających tłuszczem pączków, oponek itp, więc poszłam na łatwiznę i z kawałka ciasta francuskiego nasmażyłam faworków. Zdaję sobie sprawę, że i one mają w sobie niemało kalorii, ale przynajmniej nie mam pęcherzy na palcach od uderzania wałkiem w ciasto ;)
A tak serio, to zakupione jakiś czas temu ciasto było 2 dni po terminie, więc nie chcąc wywalać (bo nie mam tego w zwyczaju) wykorzystałam właśnie w ten sposób. Na osłodę użyłam cukru różanego w pudrowej wersji i słodki poczęstunek miałam z głowy ;) Zdecydowanie nie są to te same faworki, co tradycyjne, z pęcherzykami powietrza, chrupiące i łamiące się nawet pod delikatnych naciskiem, ale jeśli chcecie mieć czyste sumienie, że jednak coś się na ten Tłusty Czwartek przygotowało i w miarę czyste ręce, to szczerze polecam ;) Cukier różany można oczywiście zastąpić zwykłym cukrem pudrem ;) Możecie też gotowe faworki posmarować roztrzepanym z łyżką mleka żółtkiem, ale nie jest to konieczne. Różnica jest tylko w kolorze- z żółtkiem są zdecydowanie ciemniejsze niż te bez.
Wybór pozostawiam Wam! Jeśli jednak chcecie coś tradycyjnego, to po pyszne pączki, chrusty i słodkości zapraszam TUTAJ. Jest w czym wybierać, zaręczam!


piątek, 22 lutego 2019

Tłustoczwartkowe kurki (grzybki)

Lubię wszelkie słodycze, a te tłustoczwartkowe wprost uwielbiam, ale przyznacie sami- nie dość, że idą w boczki niemiłosiernie, to jeszcze trzeba poświęcić trochę czasu, by zrobić je samemu w domu. Najwygodniej byłoby iść do supermarketu, kupić pączka za groszy kilka z całą tablicą Mendelejewa i zjeść nie patrząc na bałagan w kuchni, który byłby na pewno, gdybyśmy się zdecydowali przygotować coś samemu. Na taką łatwiznę nie lubię iść i choć zdarza się zjeść pączka kupnego, bo przecież zawsze taki puszysty choćby dwa dni leżał, to na Tłusty Czwartek choćby kilkanaście, ale robię sama. W tym roku prócz pączków i rozetek, które już piekłam na stole znajdą się małe, zgrabne kurki. Tak malutkie, jak te z lasu, a smaczne... chyba jeszcze bardziej!
Pierwszy raz jak je smażyłam, myślałam że ducha wyzionę. Końca nie było widać, a ciasto nijak nie chciało się trzymać nagrzanej foremki. Za drugim razem dodałam alkohol i troszkę mniej mąki i było zdecydowanie lepiej. Będę próbować jeszcze w weekend usmażyć kilkanaście, więc jeśli dojdę do jeszcze lepszego sposobu, to na pewno Wam go tutaj przedstawię, a póki co lećcie i kupujcie foremkę, by zdążyła przyjść na czas ;) W sklepach stacjonarnych z artykułami gospodarstwa domowego ciężko ją znaleźć, dlatego ja, choć nikt mi za to nie płaci 😜, polecam Allegro.


piątek, 9 lutego 2018

Koreańskie kręcone pączki „Kkwabaegi”

Tłusty Czwartek A.D.2018 minął bezpowrotnie. Choć jak tak się zastanowię, to u mnie pewnie będzie ich jeszcze sporo. Wszak każda okazja jest dobra, by zjeść coś słodkiego, np właśnie pączka. Jednego lub pięć :) Nie no... tyle wczoraj nie zjadłam. Ale cztery weszły gładko 😂 Do tego właśnie dwa kkwabaegi i drugie śniadanie, łącznie z obiadem i podwieczorkiem miałam z głowy. 
A Wam jak wczoraj poszło? Hamulce puściły czy ściśle trzymaliście się wcześniej ustalonych reguł, że "W tym roku pączka nie zjem!"?
Wracając do moich wczorajszych kręconych pączków... Nie zdążyłam jednak podzielić się przepisem wczoraj, ale robię to dziś, bo przecież ostatki jutro, więc zawsze jeszcze można przygotować.
Co to takiego? Ok 15cm pączki kręcone, które przygotowuje się z ciasta drożdżowego. Przepis oraz filmik z tego jak je wykonać możecie obejrzeć TUTAJ :) 

środa, 7 lutego 2018

Churrosy z "domowym" sosem czekoladowym

Ci z Was, którzy oglądali kilka dni temu filmik na fb z przygotowania tych smacznych, tłustoczwartkowych wypieków już dawno przepis mają. Nie miałam sumienia odmawiać, bo chyba podświadomie czułam, że napisać go tutaj na blogu będzie dla mnie nie lada wyzwaniem. 
W tym wypadku problemem okazały się zdjęcia, które dopiero dziś, kiedy po churrosach śladu nawet nie ma, zrzuciłam na komputer, przejrzałam i przekonwertowałam. Nawet na to wcześniej nie było czasu. Choć nie, czas był, możliwości nie było po prostu ;)
Jak Wam już wspominałam komputer "dla siebie" włączam dopiero jak dzieci idą spać. A wtedy to wiecie.... ze wszystkim schodzi :) Trzeba przeglądnąć Facebooka, oglądnąć zdjęcia, polajkować... i schodzi jak teraz, do 1 ;)
Dlatego bez zbędnego gadania, szybciutko zapraszam po przepis, zarówno na churrosy jak i na sos czekoladowy. Jeśli lubicie już pączki wiedeńskie, to z pokochaniem tych słodkości nie będziecie mieć żadnego problemu!



sobota, 27 stycznia 2018

Karnawałowe gwiazdki z ciasta naleśnikowego

Minęło już chyba z 15 lat kiedy jadłam je po raz ostatni. Nawet nie pamiętam. Za to ich smak siedział w mojej głowie cały czas i z roku na rok potęgował do tego stopnia, że w końcu, w akcie desperacji zakupiłam rozetkę przez internet. Czemu w akcie desperacji...?
Szukałam jej od przeszło 3 lat. Pytałam, zamawiałam w okolicznych sklepach specjalizujących się właśnie w asortymencie z gospodarstwem domowym, ale nijak nikt nie potrafił mi pomóc.
Koniec końców zamówiłam i już w tamten weekend mogłam się cieszyć słodkimi wypiekami. Oczywiście nie sama, bo chętnych do wypróbowania było od groma...
Jeśli macie w swoich kuchennych szufladach takie skarby, to koniecznie przeczytajcie przepis i wypróbujcie!



wtorek, 28 lutego 2017

Ostatkowe kokardki

Było jeszcze coś, co chodziło mi po głowie ostatnio i postanowiłam, że uda mi się to jeszcze zrobić przed Środą Popielcową. Kokardki.
O tym jak szybko je przygotowałam, niech świadczy fakt, że zrobiłam je w południe kiedy Adaś ma drzemkę. A on z reguły ma te drzemki bardzo krótkie, ewentualnie nie ma ich w ogóle ;)
Oczywiście dzielnie pomagał mi Oluś i to chyba dzięki niemu nie mam aż tak ładnych tych kokardek. Bo wiecie... ciasto powinno się obijać wałkiem, żeby napowietrzyć. U nas to napowietrzanie wyglądało tak, że "Oli sam, Mama nie"... więc Mama biła jak udało się jej odwrócić uwagę Młodego, co jednak łatwe nie było. Same kokardki nie mają więc ładnych, konkretnie wybulonych struktur, ale są bardzo chrupiące. Jeszcze dziś zdążycie je przygotować i ... w całości pochłonąć ;)
A od jutra zaczynamy pościć, postanowienie jakieś  tam mam, a co mi z tego wyjdzie...


Składniki na jedną bardzo dużą paterę:
 

350g mąki tortowej 
5 żółtek
2 łyżki śmietany
100g masła
4 łyżki spirytusu
szczypta soli
cukier puder do posypania po wierzchu
olej rzepakowy do smażenia


Sposób przygotowania:

Mąkę przesiewamy na stolnicę lub blat, dodajemy żółtka, śmietanę, zimne (prosto z lodówki) masło, szczyptę soli oraz odmierzoną ilość spirytusu. Składniki siekamy ze sobą, a następnie wyrabiamy. Gotowe ciasto uderzamy wałkiem przez ok 15 minut, składając je na mniejsze części jak się już troszkę rozbije. Wtłoczone tym sposobem powietrze da nam jeszcze lepsze efekty: wizualny, podczas pieczenia kokardki delikatnie się wybrzuszą, staną się również bardziej chrupkie. Wałkujemy bardzo cienko, tak by blat lub stolnica lekko prześwitywały. Szklanką wycinamy kółka, które następnie zgniatamy z dwóch stron do środka, na wzór kokardki. Smażymy na rozgrzanym oleju na złoty kolor. Gotowe posypujemy cukrem pudrem.


poniedziałek, 27 lutego 2017

Adwokatowe pączki na krupczatce

Tak jak kiedyś wspominałam, postanowiłam zrobić pączki na mące krupczatce. Najpierw miałam użyć w całości tylko tej jednej mąki, później stwierdziłam, że może jednak nie będę aż tak ryzykować (bo wiecie krupczatka taka trochę cięższa :D) i zrobię mieszane z mąką tortową. 
Krem także już od dawna chodził mi po głowie, a to za sprawą pączków, które niegdyś kupowałam idąc do pracy... Jejku jakie one były dobre :)
Reasumując całość jak dla mnie wyszła idealna, choć o dziwo Mąż narzekał, że za bardzo alkoholowe :D Ale jemu nie ma co wierzyć, bo zawsze ściemnia w każdym temacie :D



Składniki na 20 sztuk
 

Pączki- zaczyn:
125ml ciepłego mleka 

3 łyżki mąki krupczatki
1 łyżka cukru
55g świeżych drożdży
 

Pączki - ciasto właściwe:
150g mąki krupczatki
350g mąki tortowej
125ml ciepłego mleka
7 żółtek
3 łyżki cukru
60ml oleju rzepakowego
szczypta soli 

3 łyżki spirytusu
 

Krem adwokatowy:
3/4 szklanki mleka, ok 200ml
3/4 szklanki adwokatu
3 łyżeczki cukru
1 budyń waniliowy bez cukru
 

Dodatkowo:
1 tabliczka białej czekolady
100ml mleka
3 łyżki posiekanych orzeszków ziemnych
4 kostki smalcu
½ szklanki oleju
1 surowy ziemniak


Sposób przygotowania:

1. Przygotowujemy zaczyn: ciepłe mleko (ale nie gorące!) łączymy z drożdżami, mąką krupczatką oraz cukrem. Pozostawiamy do wyrośnięcia na ok 15 minut. Żółtka ucieramy z cukrem. Do misy miksera przesiewamy pozostałe mąki, dodajemy szczyptę soli, wyrośnięty zaczyn, utarte z cukrem żółtka oraz olej. Na końcu dodajemy spirytus. Ciasto wyrabiamy na najniższych obrotach ok 10 minut. Gotowe przekładamy do wysmarowanej oliwą, czystej miski i pozostawiamy do wyrośnięcia na ok jedną godzinę (w cieple, pod bawełnianą ściereczką). Wyrośnięte ciasto ponownie wyrabiamy na stolnicy podsypanej mąką krupczatką. Dzielimy na 20 części i wyrabiamy gładkie, okrągłe pączki. Możemy także ciasto rozwałkować na grubość ok 1.5cm i wycinać pączki szklaneczką. Pozostawiamy je ponownie do wyrośnięcia. W rondlu lub na dużej patelni rozgrzewamy tłuszcz do temp 170st C (smalec z ½ szklanki oleju). Do każdego smażenia wrzucamy kilka kawałków obranego ziemniaka (zapobiega przypalaniu pączków). Smażymy po kilka minut z obu stron i odsączamy na papierowym ręczniku. 

2. Krem: Mleko podgrzewamy z cukrem. Adwokat łączymy z budyniem w proszku i wlewamy na gotujące mleko. Mieszamy i studzimy pokrywając wierzch folią spożywczą tuż przy kremie (co zapobiegnie wysychaniu). Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej wraz z 100ml mleka. 2/3 gotowej, płynnej czekolady dodajemy do kremu i miksujemy przez chwilę na wolnych obrotach. Przekładamy do worka cukierniczego i od góry nadziewamy nasze pączki. Pozostałą czekoladą smarujemy wierzch pączków i posypujemy orzeszkami. 


By pączki dłużej zachowały świeżość przechowujemy je na paterze (talerzu) przykrytym szklaną misą.
Krem możemy przygotować dzień wcześniej, a dopiero przed nadziewaniem pączków połączyć go z czekoladą.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Chrust lany

Kolejna tłustoczwartkowa propozycja, która już jakiś czas temu podbiła internet. Ja zwróciłam na nią uwagę u Asi. Jej przygotowanie zajmuje tak niewiele czasu i jest tak dziecinnie proste, że nie zdziwiłabym się gdyby Wasze wczesnoszkolne pociechy zrobiły je same. Oczywiście bez smażenia, bo to jednak gorący olej, więc lepiej nie kusić losu... No i dłużej zeszło mi ze smażeniem, ale tylko dlatego, że mojemu chrustowi próbowałam (ale tylko próbowałam, bo nic wiele nie wyszło)- nadać jakieś kształty. 
Co jeszcze mogę o nim powiedzieć...? A no tyle, że to jaki będzie zależy od Was! Jeśli chcecie mega chrupkie chruściki, to wystarczy pamiętać by użyć końcówki z dziurką o śr ok 3mm, jeśli bardziej pulchne- takie pączkowe- to weźcie szerszą końcówkę (lub utnijcie woreczek ciut bardziej-choć bez przesady, bo ciasto później ciężko zatrzymać 😜)
Jeśli jednak nie posiadacie rękawa, to w prosty sposób poradzicie sobie przelewając ciasto do plastikowej butelki z dziurką w zakrętce, dzięki której będzie Wam dobrze dozować jego ilość.



Składniki:
3 jajka
200g mąki
1 łyżka rumu
150ml mleka
1 łyżka cukru waniliowego
szczypta soli
olej do smażenia
cukier puder do posypania


Sposób przygotowania:

Białka ubijamy ze szczyptą soli. Żółtka ucieramy na puch z cukrem waniliowym. Powoli dolewamy mleko i dodajemy mąkę. Do wyrobionego ciasta dodajemy kieliszek rumu. Gotową masę przekładamy do rękawa cukierniczego i na rozgrzanym oleju porcjami smażymy nasze chruściki. Odsączone z nadmiaru tłuszczu posypujemy cukrem pudrem.


piątek, 17 lutego 2017

Tłusty Czwartek tuż tuż! Wiesz już, co przygotujesz...?

Odkąd sięgam pamięcią w moim domu na Tłusty Czwartek zawsze "coś" było. Coś, to oczywiście nie zakupiony w cukierni pączek, który z daleka już można rozpoznać jako ten lekko hmn... oszukany, ale własnoręcznie przez Mamcię wyrobiony i usmażony.. Z marmoladą i cukrem pudrem bywały chyba najczęściej.
Teraz zamiast tych tradycyjnych Mama przygotowuje ziemniaczane, bo akurat one przypadły pozostałym domownikom najbardziej do gustu.
Prawda jest jednak taka, że są dłużej świeższe i naprawdę smaczne.
A co jeśli nie mamy czasu, a chcemy zabrać coś np ze sobą do pracy? Da się coś przygotować w kilka minut, bez zbędnego stania?! Oczywiście!
Dziś przedstawiam Wam zbiór tego, co przez 2 lata udało mi się przygotować i zdradzę, że jeszcze w tym roku na Tłusty Czwartek mam plan usmażyć kolejne pyszności!



Zaczniemy od pączków, bo wiecie... z nimi, to jednak najdłużej ;) 
Jeśli chcesz przejść bezpośrednio do przepisu, kliknij na zdjęcie ;)

  • Dwukolorowe pączki pieczone
http://kuchniawczekoladzie.blogspot.com/2017/02/dwukolorowe-paczki-pieczone.html
  • Pączki z czekoladą i rodzynkami
http://kuchniawczekoladzie.blogspot.com/2015/01/paczki-z-czekolada-i-rodzynkami.html
  •  Pączki ziemniaczane
  • Tradycyjne pączki z marmoladą
http://kuchniawczekoladzie.blogspot.com/2016/02/tradycyjne-paczki-z-marmolada.html
  •  Pączki z nutą pomarańczy
http://kuchniawczekoladzie.blogspot.com/2015/01/paczki-z-nuta-pomaranczy.html
  • Serowe oponki
http://kuchniawczekoladzie.blogspot.com/2015/01/serowe-oponki.html
  •  Karnawałowe precle serowe
  •  Róże karnawałowe

  •  Faworki- kruche i delikatne
http://kuchniawczekoladzie.blogspot.com/2015/02/faworki-kruche-i-delikatne.html
  • Chrust
http://kuchniawczekoladzie.blogspot.com/2017/02/chrust.html
  •  Pączki hiszpańskie, gniazdka (wiedeńskie), proste i szybkie :)
http://kuchniawczekoladzie.blogspot.com/2017/02/paczki-hiszpanskie-gniazdka.html

 Jeśli tak jak zaplanowałam- uda się coś jeszcze przygotować, to galerię na pewno zaktualizuję ;) Was natomiast zachęcam do nadsyłania zdjęć wypieków, które przygotowaliście z mojego bloga, bym mogła zapełnić nimi galerię na Facebooku :)

czwartek, 16 lutego 2017

Pączki hiszpańskie (gniazdka)

Zrobiłam je dopiero teraz i już żałuję, że nie wcześniej!
Zawsze wydawało mi się, że będą miękkie tylko przez chwilę, a już np. drugiego dnia twarde i nie do zjedzenia. Wiecie, jak te wszystkie ptysie pieczone w piekarniku.A tu taka niespodzianka!

W sobotę nic nie zrobiłam "na słodko", więc w niedzielę, jeszcze przed obiadem oddałam Synów w dobre ręce Tatusia i dawaj ;) Raz dwa ukręciłam ciasto parzone, później wycisnęłam do ostatniej łyżeczki i upiekłam... Z tym jedynie zeszło troszkę dłużej, ale bez przesady. Całość zajęła mi może godzinę- łącznie ze studzeniem (dobrze mieć czasem w domu lodowaty ganek😋).
Sami widzicie, że to nic trudnego, a świeżość tych "gniazdek" powala- ostatni krążek zjedzony we wtorek był całkiem, całkiem :)


Składniki na ok 30 niedużych sztuk

Pączki:

250ml wody
100g masła 82%
szczypta soli
200g mąki pszennej tortowej
4 jajka


Lukier:
sok z 1 pomarańczy
ok 2 szklanki cukru pudru


Dodatkowo:
1 litr oleju lub smalcu


Sposób przygotowania:

W rondelku gotujemy wodę ze szczyptą soli i masłem. Po rozpuszczeniu i zagotowaniu dodajemy przesianą mąkę (całą od razu) i cały czas mieszamy do połączenia się składników. Wyrobione ciasto parzone powinno odchodzić od ścianek. Studzimy, a następnie dodajemy po jednym jajku nie przerywając miksowania.
Ciasto przekładamy do rękawa cukierniczego, wyciskamy kółeczka tylką w kształcie gwiazdki na rozłożony papier do pieczenia. Następnie nożyczkami tniemy na małe części. Każdy jeden pączek kładziemy papierem do góry na rozgrzanym oleju. Po ok minucie papierek odrywamy. Smażymy po ok 3 minuty z jednej i drugiej strony.
 

Lukier:
Sok z pomarańczy mieszamy z cukrem pudrem. Moczymy jeszcze ciepłe pączki karbowaną stroną w lukrze i odstawiamy na ręcznik papierowy lub metalową kratkę.



sobota, 11 lutego 2017

Dwukolorowe pączki pieczone

Pamiętacie jak tydzień temu częstowałam Was świeżo wypieczonymi pączkami? 
Nikt z Was chyba nie przypuszczał jak wyglądają w środku, a wyglądają... dokładnie tak jak je sobie wyobraziłam!
Chciałam uzyskać naprzemiennie kolory jasny i ciemny, a przy tym zjeść smaczne "ciacho". Udało się :)
Ja wiem, wiem... pączek pieczony, to przecież już nie pączek. Jedno wielkie oszustwo i tyle. Ale zapewniam Was, że te smakiem niewiele odbiegają od tych smażonych w olejach lub smalcach, a zjedzone niedługo po wyjęciu z piekarnika... śmiem twierdzić, że nie odbiegają w ogóle! Są tak samo pulchne, mięciutkie i rozpływają się w ustach. Co jednak najważniejsze- są zdecydowanie mniej kaloryczne, a to już duuuuuuży plus, który działa na ich korzyść.
Co jeszcze jest tutaj plusem? Fakt, że ciasto możemy zarobić na noc i wstawić do lodówki. 
Ja właśnie tak zrobiłam. Tzn. robot za mnie zrobił, bo to on wyrabiał... czyli tak naprawdę odbębnił za mnie najgorszą robotę, bo wyrabianie wyrośniętego ciasta i później formowanie pączków, to przysłowiowa bułka z masłem (czyli taki nasz pączek z budyniem!)
Dodatkowo macie instrukcję jak takie pączki zrobić, więc nie ma migania się tylko dajecie!  Zasypcie mnie zdjęciami i pamiętajcie, że przygotować możecie także wersję podstawową (jasną) np z marmoladą. Wykończenie pozostaje w Waszych rękach- ja porcję pierwszą polukrowałam i obsypałam płatkami migdałów, drugą polałam czekoladą i posypałam pokruszonymi wafelkami- tymi samymi- może nie dosłownie, które użyłam wcześniej do przygotowania ciemnej warstwy.
To jak je zrobicie zależy tylko od Was. Do dzieła!



Składniki na ok 20 sztuk:
400g mąki tortowej + do podsypywania
½ szklanki mleka
50g drożdży
80g cukru
3 jajka szczypta soli
180g masła 82%
1 wafelek czekoladowy Lusette
1 łyżka kakao
1 żółtko
2 łyżki mleka

Budyń:
1 niepełna szklanka mleka
1 żółtko
1 łyżka mąki pszennej
1 łyżeczka mąki tortowej
3 łyżeczki cukru
2 łyżeczki likieru np. adwokat, toffi, kokosowy

Można także przygotować budyń z torebki.

Dodatkowo:
1 białko
½ szklanki cukru pudru
30g płatków migdałów
1 łyżka soku z cytryny
1 tabliczka czekolady mlecznej
2 łyżki mleka
1 wafelek mleczny Lusette




Sposób przygotowania:


1. Ciasto: Mleko leciutko podgrzewamy (max. 25st C), wkruszamy świeże drożdże, dodajemy łyżeczkę cukru i łyżeczkę mąki. Mieszamy do rozpuszczenia i pozostawiamy na 10 minut w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Pozostałą mąkę przesiewamy z solą, dodajemy resztę cukru, wyrośnięty zaczyn oraz jajka. Wyrabiamy łyżką, a następnie dłonią (ok 15 minut) lub- najlepiej za pomocą robota z hakiem przez 8 minut. Do wyrobionego ciasta dodajemy masła drobno pokrojone i wyrabiamy kolejnych kilka minut- do czasu aż kawałki masła nie będą widoczne. Ciasto dzielimy na 2 porcje w stosunku 1/3 i 2/3. Do mniejszej części dodajemy pokruszony drobniutko wafelek i kakao. Ponownie zagniatamy, ale tylko do połączenia składników. Ciasta przekładamy do czystych misek, przykrywamy folią spożywczą i wkładamy na noc do lodówki, by spokojnie wyrastało. 

2. Budyń (również możemy przygotować dzień wcześniej): Mleko dzielimy na dwie części, jedną zagotowujemy z cukrem, drugą rozrabiamy z żółtkiem, mąkami i likierem. 
Wlewamy na gotujące mleko i mieszamy do zgęstnienia. Ciepły przykrywamy folią spożywczą tak, by dolegała do budyniu (zapobiegnie to wyschnięciu). Odstawiamy do całkowitego ostudzenia. Ja ugotowałam dzień wcześniej i schowałam zimne do lodówki. 

3. Przygotowanie pączków (dnia następnego): Wyrośnięte ciasta przekładamy na podsypany sporą ilością mąki blat- najpierw ciemne i wyrabiamy. Wałkujemy na grubość ok 4 mm i wycinamy literatką 20 krążków. Na krążki nakładamy po odrobinie budyniu i zlepiamy dodając przy tym odrobinę pozostałego ciemnego ciasta. Odstawiamy na bok i podobnie postępujemy z ciastem jasnym. Wałkujemy, wycinamy krążki- tym razem szklanką, w środek dajemy ciemnego pączka i zlepiamy dodając pozostałości jasnego ciasta. Mi wyszło równe 20 sztuk. Pączki przekładamy na lekko spłaszczone papilotki (nie zrobiłam tego przy części pączków- tych jasnych i było je trudniej zjeść- choć dla chcącego nic trudnego) i pozostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia pod bawełnianą ściereczką (spokojnie wystarczy 20minut). Wyrośnięte smarujemy żółtkiem roztrzepanym z 2 łyżkami mleka. Pieczemy w nagrzanym do 180st C piekarniku, oddzielnie na dużych piekarnianych blaszkach, robiąc 3-4cm odstępy. Po ok 12- w porywach do 15 minut powinny być ładnie przyrumienione i upieczone. Pierwszą partię wykończyłam lukrem przygotowanym z białka, soku z cytryny i cukru pudru. Posypałam je prażonymi na patelni płatkami migdałów. Drugą partię wykończyłam roztopioną z mlekiem (w kąpieli wodnej) czekoladą i obtoczyłam w pokruszonym wafelku. 

Pączki smakują naprawdę rewelacyjnie, są leciutkie i pulchne niczym te smażone na oleju. Polecam spróbować, choćby w wersji podstawowej, o której wyżej wspominałam- jednokolorowej i z nadzieniem z marmolady. Na pewno nie pożałujecie :)