Nie tylko dla wielbicieli słodyczy, ale dla wszystkich ceniących sobie smaczną i niedrogą kuchnię. Czemu więc "Kuchnia w czekoladzie"?
To właśnie ciemna i biała czekolada są dominującymi kolorami w moim królestwie, do którego Was zapraszam:)

niedziela, 11 listopada 2018

Pasztet z kaczki

Ponoć na Św. Marcina- gęsina, ale u mnie gęsi brak i honorowo zastępuje ją kaczka. Nie byle jaka, bo typowo wiejska, z zagrody Rodziców ;) I choć sama za nią zbytnio nie przepadam, to w rosole jestem w stanie zaakceptować. Zaakceptowałam również ten pasztet, który przygotowała moja Mama. Obawiałam się, że będzie lekko słodkawy jak i kacze mięso, ale dzięki odpowiedniej dawce przypraw pasztet wyszedł całkiem przyjemny w smaku. 
Teoretycznie powinnam Was dziś poczęstować czymś w barwach narodowych, solidaryzując się z dzisiejszym Świętem Odzyskania Niepodległości :) Ale- choć ciacho jest, może nie do końca biało czerwone, to ani przepisu, ani nawet zdjęć jeszcze nie ma ;) Za to powiedzieć Wam mogę, że wyszło tak, jak tego chciałam.Wypatrujcie go niebawem, a póki co spisujcie składniki na pasztet. 
A nuż z dzisiejszego rosołu zostanie Wam troszkę kaczego mięsa...?


sobota, 10 listopada 2018

Sos karmelowy

Już prawie połowa listopada, a ja choć obiecałam poprawę, to tu jej wcale nie widać! Wydawać by się mogło, że mając Męża na urlopie w domu, zrobię znacznie więcej i znacznie więcej będę też tutaj dla Was. No nie da się, niestety. Całymi dniami w ogóle nie ma mnie przy komputerze. Wszystko tylko na telefonie sprawdzam i kiedy w końcu po całym dniu, kiedy dzieci zasną odpalam komputer, to najzwyczajniej nie mam sił myśleć nad przepisami. 
Dziś natomiast postawiłam wszystko na jedną kartę i właśnie zasiadłam z kubkiem kawy. Chłopaki gdzieś biegają po polu pod czujnym okiem Taty i Dziadka, więc ja zamiast sprzątać jak "chałupa" pusta- biesiaduję :D Chcę napisać dla Was przepis na dwa ciasta i na pasztet, ale nie wiem czy mi się uda teraz, czy jednak znowu zostawię to na wieczór. 
Mam też trzecie ciasto, ale z nim także muszę poczekać z publikacją, bo choć przepis jest, to najpierw muszę podesłać Wam inny, z którym właśnie to ciasto jest powiązane :P Trochę zagmatwane, ale mam nadzieję, że rozumiecie ;) 
Póki co musicie się zadowolić domowym sosem karmelowym, który smakuje tak dobrze, że u mnie chyba deserów żadnych nie doczeka. Łyżeczką wyjadam regularnie i zostało go już tyle, co kot napłakał... Ale zrobi się nowy, jak będzie trzeba ;) Przecież to nic trudnego, pamiętajcie!


wtorek, 6 listopada 2018

Ciasto jabłkowo- orzechowe "Wiewiórka"

Orzech w tym roku zdecydowanie zaszalał! Nasuszonych orzechów włoskich powinno mi spokojnie starczyć do przyszłego roku, choć widząc ile już ich zużyłam, obawiam się, że mówię trochę na wyrost...Nic jednak nie poradzę na to, że ciasta z orzechami, to jedne z moich ulubionych! 
To właśnie z tego powodu upiekłam "Wiewiórkę". Znałam wcześniej w wersji z rodzynkami, ale zupełnie o niej zapomniałam i dopiero gdy mi mignęło na stories Justyny, to wiedziałam, że zrobię je jeszcze w tym samym tygodniu. Teraz, śmiało mogę przyznać, że piekłam je już dwa razy, w krótkim odstępie czasu. Ciasta różniły się od siebie jedynie ilością użytego cynamonu- za drugim razem dałam go zdecydowanie więcej. 



Składniki:

6 jajek

1 szklanki cukru (ok 250g)
¾ szklanki oleju rzepakowego
400g mąki
2 pełne łyżeczki proszku do pieczenia
1 pełna łyżeczka cynamonu
1½ szklanki posiekanych orzechów włoskich (150g)
800g jabłek (waga po obraniu i pokrojeniu)

Dodatkowo:
100ml śmietanki 30%
1 tabliczka czekolady mlecznej lub deserowej
Prażone orzechy włoskie, płatki migdałów lub kokos do posypania wierzchu

Sposób przygotowania: Składniki na tortownicę o śr 26-30cm

Jajka ubijamy wraz z cukrem na wysokich obrotach przez ok 5 minut. Do ubitych dodajemy wolnym strumieniem olej, nie zaprzestając mieszania. Partiami dodajemy mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia oraz cynamonem, a na końcu wsypujemy posiekane orzechy i pokrojone w nie za drobną kostkę jabłka. Mieszamy łyżką do połączenia, po czym przekładamy na wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180⁰C na jedną godzinę (do suchego patyczka). Po upieczeniu pozostawiamy w uchylonym piekarniku na min. 10 minut, a następnie studzimy w temperaturze pokojowej.
Śmietankę podgrzewamy, ale nie gotujemy. Przekładamy do niej posiekaną drobno tabliczkę czekolady i pozostawiamy na kilka minut, po czym intensywnie mieszamy do rozpuszczenia. Dekorujemy polewą wierzch ciasta, a następnie- jeśli chcemy- posypujemy uprażonymi wcześniej bakaliami.




sobota, 27 października 2018

Ciasteczka bananowo- owsiane

Kochani co robicie ze zbyt dojrzałymi banami? Ja ostatnio mam fazę na ciasteczka, nie zawsze takie jak te na zdjęciu, bo dodatki lądują różne, w zależności od zasobów ;) Nie dodaję żadnego cukru, nawet pod postacią miodu czy syropu. Dla mnie są i tak słodkie!


piątek, 26 października 2018

Szynka w jabłkach pieczona

Dawno, oj bardzo dawno nie było na blogu nic z pieczonego mięsa. Sama się aż dziwię, bo to najprostszy sposób na przygotowanie obiadu. Wystarczy zamarynować, włożyć do piekarnika i od czasu do czasu zajrzeć czy aby na pewno nic nie chce z niego uciec 😜 Nie mówię tu oczywiście w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale zdarza się czasem, że źle zawiązany rękaw lubi się otworzyć, a wtedy o "zalanie" blaszki i przypalenia nie trudno. Tego lepiej uniknąć i sporadycznie oko zawiesić na piekarniku ;) Później można się już tylko delektować smakiem! 
Takie mięsko doskonale sprawdzi się na świątecznym stole i nie mam tu na myśli typowych świąt jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc, ale także rodzinne obiady czy przyjacielskie spotkania. Szynka sprawdzi się zarówno na ciepło, podana z ulubionym sosem jak i na zimno, pokrojona w plastry lub dodatkowo zalana galaretą. Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia, pamiętajcie!


czwartek, 25 października 2018

Przekładaniec z wiśniami

Dziś powinno być wielkie wow na blogu, szampan i tort, ale nie... nic z tych rzeczy! No bo wiecie, za szampanem nie przepadam, a tort... nie doczekał się przepisu i najzwyczajniej w świecie nie pamiętam za buca ile czego dokładnie dałam, by wyszedł tak pyszny, jak faktycznie był 🙈 Nie mam w zwyczaju strzelać i improwizować, więc po prostu zdjęcia przepadną :) Na nieszczęście nie one pierwsze i na pewno nie ostatnie. A wiecie jaki jest powód tego świętowania, które tu urządzić powinnam? 4 urodziny bloga! Ja wiem, że to wcale nie dużo, ale patrząc z perspektywy nieprzespanych nocy, kiedy chciałam coś tam do Was jednak napisać, pomiędzy jedną a drugą pobudką chłopaków, to jestem dumna! Choćby z tego, że nie zamknęłam tego etapu życia, że nie machnęłam ręką... Ja wiem, że może i mniej tych wpisów ostatnio, ale robię sobie wszystko na luzaka, bez spiny, że muszę, że powinnam itp. Nikt mi za to nie płaci, współprac na widoku żadnych, więc i życie blogowe wolniej mi płynie. I aż żałuję, że tylko blogowe, bo rzeczywistość jest zupełnie odwrotna, pędzi jak szalona choć nie do końca wiadomo w jakim kierunku 😜
Także dziś na słodko, choć bez tortu. Nadrobię kiedyś, obiecuję :) Póki co ciasto przekładane z wiśniami pozostawiam do Waszej dyspozycji. Tak na deser ;)
Na obiad dziś obowiązkowo makaron! Ewentualnie na kolację ;) Dziś Światowy Dzień Makaronu, pamiętajmy by go należycie uczcić! 


wtorek, 23 października 2018

Arancini- ryżowe kulki

Lubię ryż, choć wyjątkowo mało go jem. Dla siebie nigdy nie chce mi się gotować, a pozostali kręcą nosami i wytykają, że nie Chińczyki... Nie mam sił z nimi walczyć, więc po prostu odpuszczam. Jednak kiedy na ślubie Szwagra podali do jednego z dań takie panierowane kulki, to przepadłam! Jakie to było dobre! Wiedziałam, że będę próbować zrobić je w domu, choć i z tym zeszło mi od lipca... Najważniejsze jednak, że w końcu się udało :) 
Arancini najlepiej przygotować dzień wcześniej, przynajmniej ja tak zrobiłam. Z dobrze wystudzonego ryżu najlepiej nadać kształt, a przez noc, w zimnie oczywiście- kulki "zwiążą" się na tyle, że panierowanie ich to niemal czysta przyjemność. Niemal, bo jednak przy cieście troszkę paluszki można pobrudzić, ale wystarczy mieć przy sobie miseczkę z letnią wodą i praca nad końcowym etapem idzie naprawdę sprawnie. 
Nie użyłam ryżu przeznaczonego typowo do risotta, ale nie stanowiło to żadnego problemu. Nie znaczy to jednak, że kolejnym razem tak nie zrobię, wystarczy tylko, że przypomnę sobie o arborio w jakimś większym markecie, bo tutaj niestety się zagapiłam, a w swoich delikatesach szału z wyborem nie miałam. 
Czym wypełnić arancini? Ja użyłam pieczarek, bo po prostu je lubię, kukurydzy i sera. Śmiało możecie użyć mięsa czy zielonego groszku, fajnym pomysłem jest też ser opatulony chudym, wędzonym boczkiem lub szynką parmeńską. 
Do czego podać? Przede wszystkim do wszelkich mięs, gulaszy czy potrawek. U mnie był to kurczak w sosie warzywno pomidorowym, a gdy zostało, zjadłam z duszoną rybką. 
Na pewno zrobię powtórkę, ale poczekam na jakąś fajną okazję, gdy w domu będzie więcej osób, żeby mogli spróbować jakie to dobre!


sobota, 20 października 2018

Szarlotka z połówkami jabłek

Jesień daje się we znaki. Wystarczyło kilka dni Olka w przedszkolu i jesteśmy już drugi miesiąc zasmarkani. Nic nie przechodzi, a patrząc po sobie, to mam wrażenie, że się nasila. Z dnia na dzień mam mniej siły, choć łykam wszystkich pigułek znacznie więcej. Wiadomo, że bez przesady, ale ale dla mnie, co ja tylko uznaję jakieś przeciwbólowe, to te wszystkie rutinoscorbiny i inne antybakteryjne psikacze są zdecydowanie ponad stan. Mleko z czosnkiem nie działa, inne domowe też jakoś nie chcą, a tu żyć trzeba. I gotować, bo samo się nie zrobi. Ciacho czasem też trzeba jakiś zjeść, dlatego jak zobaczyłam tą prostą szarlotkę u Beaty, postanowiłam przygotować ją także dla swoich domowników ;) Nie wiem czy już się z tym ciastem spotkaliście, ale jeśli nie, to naprawdę polecam. Bezproblemowe, a pyszne takie, że jeszcze ciepłego z lodami zjadłam sama dwa kawałki 🙈


poniedziałek, 8 października 2018

Azjatycki rosół wołowy

Człowiek żyje już dobrych kilkadziesiąt lat na tym świecie, a tyle potraw i smaków jeszcze przed nim nieodkrytych... Też tak macie? Mnie tak właśnie ostatnio wzięło na takie przemyślenia, jak miałam odpowiedzieć do gazety na kilka pytań i było tam jedno o to, co najbardziej lubię w kuchni, gotować czy może piec. Sama nie wiem tak naprawdę, ale wiem właśnie, że potraw, które chciałabym spróbować, a później odtworzyć w swojej kuchni jest całe multum.  
Ramen jest właśnie jedną z tych rzeczy, które z przyjemnością zjadłabym w jakiejś fajnej knajpce specjalizującej się w kuchni japońskiej, bo choć w domu zrobiłam według wyczytanych w internecie receptur, to jednak pewności, co do tego jak powinien smakować nie mam żadnej. 
Nie odważyłam się też użyć tej nazwy u siebie, toteż zapraszam po prostu na azjatycki rosół wołowy. A jeśli jedliście już gdzieś oryginalny, a później zrobicie ten, na który przepis daję Wam niżej i stwierdzicie, że jest całkiem smaczny, to nie omieszkajcie mnie o tym poinformować!


niedziela, 7 października 2018

Drożdżówka z serem i śliwkami

Weekend rządzi się swoimi prawami i o ile w ciągu tygodnia mało piekę, no chyba, że mnie natchnienie jakieś dorwie, tak w niedzielę lubię zjeść coś pieczonego w domowym zaciszu. 
Nie zawsze są to ciasta składane, warstwowe i kombinowane. Czasami wystarczy odrobina chęci, trochę wolnego czasu i podstawowych składników, by stworzyć coś smacznego! 
U mnie dziś właśnie jabłecznik z połówkami jabłek, który także przygotujecie w mig, ale ja mam dla Was pomysł na drożdżówkę. Puszystą, mięciutką, z białym serem i śliwkami, które na szczęście jeszcze bez problemu można zakupić. Jej przygotowanie jest proste i nie powinna nikomu sprawić trudności, a taka jeszcze lekko ciepła będzie idealnym rozwiązaniem na jesienne popołudnia.