Wieczory coraz chłodniejsze, więc i posiłki stają się treściwsze. Jesienią i zimą zdecydowanie bardziej sięgam po ciepłe posiłki ale też treściwe, majonezowe sałatki.
A co Wy lubicie jeść na rozgrzewkę?!
Wieczory coraz chłodniejsze, więc i posiłki stają się treściwsze. Jesienią i zimą zdecydowanie bardziej sięgam po ciepłe posiłki ale też treściwe, majonezowe sałatki.
A co Wy lubicie jeść na rozgrzewkę?!
Lipiec to teoretycznie czas wakacji. U mnie to czas niekończącego się remontu... Póki co mamy przerwę, bym mogła doprowadzić do stanu używalności sypialnię, ale w sierpniu czeka mnie powtórka z rozrywki ;) W międzyczasie trochę gotuję, choć nie ukrywam, że znacznie mniej wymyślam, nie wspominając o pieczeniu, bo na to zupełnie nie mam ochoty. Mam nadzieję, że bliżej urodzin Olka mi się odmieni, bo wypadałoby zrobić coś pysznego. Zadanie mam niby proste, bo nie chce tortu na biszkopcie tylko taki na zimno, ale obawa czy trafię w jego gust jest jednak spora... Ale nie martwię się na zapas. Mam jeszcze dwa tygodnie na przemyślenia :) Póki co zapraszam Was na ucztę w orientalnym stylu, gdzie rządzi grillowany chlebek naan z marynowaną w sosie stir fry piersią kurczaka i pysznymi warzywami. Całości dopełnia lekko ostrawy indyjski sos raita. Koniecznie spróbujcie, szczególnie gdy jesteście miłośnikami azjatyckiej kuchni i przekąsek z grilla!
Takie mini pankejki na drugie śniadanie, to naprawdę świetna sprawa. Nie ma z nimi dużo pracy, ciasto zrobicie w mig, a smażenie to czysta przyjemność. Wystarczy skorzystać z mojego pomysłu na formowanie placuszków i pójdzie Wam naprawdę "z płatka"!
Kusiły mnie od dawna. Zrobiłam lata temu próbę, ale jednak te moje zdolności manualne nie były takie jakie bym sobie mogła życzyć, więc i zlepione pierożki wyglądały... mówiąc skromnie nieprzyjemnie ;) I nawet smak nie był w stanie zrównoważyć myśli o tym, że ciasto jest za grubo rozwałkowane i zbyt "chaotycznie" zwinięte. Nie poddałam się jednak. Odczekałam sporo i wzięłam się za nie ponownie. Tym razem rezultat był o niebo lepszy, a i z wyglądem nie było tragedii!
Zup nie gotuję zbyt często, a jeśli nawet to te bardziej tradycyjne- rosół, pomidorowa czy krupnik są tymi, które chłopaki zjedzą i nie kręcą nosem. Ostatnio jednak zamarzyłam o takiej treściwszej, z cieciorką, którą kupiłam w paczce chyba z pół roku wcześniej ;) No i wszystko byłoby pięknie, tylko że jak jest jakaś zupa, to zaraz każdy rozgląda się za "drugim" daniem. Tym razem postanowiłam niejako połączyć te dwie rzeczy i do zupy dodałam kurczaka, a całość podałam ze świeżym pieczywem. Dzieci zjadły, a to chyba najlepsza rekomendacja ;)