Nie tylko dla wielbicieli słodyczy, ale dla wszystkich ceniących sobie smaczną i niedrogą kuchnię. Czemu więc "Kuchnia w czekoladzie"?
To właśnie ciemna i biała czekolada są dominującymi kolorami w moim królestwie, do którego Was zapraszam:)

poniedziałek, 14 listopada 2016

Mleczna chałka drożdżowa z żurawiną

Uwielbiam domowe chleby i drożdżowe wypieki. Chałka mleczna z maślanym akcentem i żurawiną suszoną jest jednym z nich. Najlepsze zaraz po przestudzeniu z odrobiną masła i kubkiem ciepłego mleka, ale i na drugi dzień smakuje tak samo dobrze.
Przygotowałam ją, by sprawdzić nowego robota z hakiem od Lidla, bo wierzcie lub nie, ale nie mam jakoś nigdy siły i cierpliwości do zbyt "dokładnego" wyrabiania...
Jak widać na zdjęciach chałka pięknie się upiekła, nie ma w środku śladów żółtka, więc mogę stwierdzić śmiało, że "dał radę" :)
Kolejny w kolejce jest chlebuś, a dziś nawet udało się kupić formę, która pasuje nie tylko na ciasta, ale też właśnie na chleby :) Zresztą taki domowy, świeży i chrupiący znika u mnie bardzo szybko :) Większy więc się nie zmarnuje...
No ale póki co chleba nie ma, jest chałka (tzn. jej też już nie ma:P ) i przepis na nią :) Może skusicie się upiec jeszcze dziś, by mieć na śniadanie...?!



Składniki na 1 keksówkę:

250ml mleka
25g świeżych drożdży
½ szklanki cukru
20ml oliwy z oliwek
2 jajka
szczypta soli
ok 550g mąki pszennej
ok 300g suszonej żurawiny
100g masła
mak


Sposób przygotowania:

1. Mąkę przesiewamy bezpośrednio do misy robota. Dodajemy cukier, jedno jajko, szczyptę soli oraz oliwę z oliwek. Drożdże rozpuszczamy w ciepłym, ale nie gorącym mleku i dolewamy do reszty. Wszystko razem mieszamy, a następnie wyrabiamy za pomocą haka, dolewając powoli roztopione masło i dodając żurawinę. Po połączeniu składników ciasto przekładamy do miski wysmarowanej olejem i odstawiamy pod bawełnianą ściereczką do wyrośnięcia.
2. Po podwojeniu objętości ciasto przekładamy na blat i dzielimy na 2 nierówne części. Większą część dzielimy na trzy części i formujemy warkocz. Układamy w wysmarowanej olejem keksówce. Z drugiej mniejszej części również formujemy malutki warkocz, który układamy na środku. Smarujemy całość jajkiem i posypujemy makiem.



3. Ponownie pozostawiamy do wyrośnięcia a następnie wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200stC na 10 minut, po czym skręcamy temp do 170st C i pieczemy jeszcze ok 25 minut. Upieczoną drożdżówkę studzimy na metalowej kracie.


niedziela, 13 listopada 2016

Mocno czekoladowe ciasto z surowym burakiem i test robota planetarnego Silvercrest

Jadłam już ciasta z marchewką, cukinią, szpinakiem... wszystkie smakowały rewelacyjnie. Więc gdy tylko natknęłam się na przepis z wykorzystaniem buraka, nie omieszkałam się go użyć.
Robiłam je po raz pierwszy. Jeszcze po upieczeniu byłam przekonana, że nie wyszło, że w środku będzie "breja". Po przestudzeniu konsystencja całkowicie się zmieniła, a gdy kilka godzin później rozkroiłam, zaskoczyło mnie totalnie. Dodaję je do kolekcji moich "warzywnych" faworytów :) Jest niczym mocno wilgotne brownie!
W sumie to zachęcił mnie do tego nowy robot, o którym słów kilka już za moment.
Najpierw ciasto!


Składniki:

150g mąki pszennej
350g surowych, startych i odciśniętych z nadmiaru soku buraków
50g kakao
100g gorzkiej czekolady
ok 120g ksylitolu (200g cukru)
4 jajka
60ml oleju rzepakowego
1 łyżeczka sody oczyszczonej
½ łyżeczki soli
1 łyżeczka olejku waniliowego
kilka kostek posiekanej gorzkiej czekolady

Dodatkowo:
1 tabliczka gorzkiej czekolady
4 łyżki słodkiej śmietanki
ok 5 sztuk cukierków Michałków

Sposób przygotowania:

Czekoladę gorzką topimy w kąpieli wodnej i studzimy. W misie miksera umieszczamy składniki: przesianą z sodą oczyszczoną mąkę, ksylitol (cukier), jajka, kakao, olej rzepakowy oraz aromat waniliowy i sól. Powoli mieszamy dolewając strumieniem roztopioną czekoladę. Na końcu dodajemy starte na grubych oczkach buraki, kawałki gorzkiej czekolady i raz jeszcze mieszamy. 


Przekładamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180st C. Pieczemy ok 50-60 minut. Po wyciągnięciu z piekarnika studzimy na metalowej kracie. Polewamy roztopioną w kąpieli wodnej czekoladą i posypujemy drobno posiekanymi cukierkami "Michałkami".


Tak jak obiecałam, przedstawię Wam dziś mojego kuchennego pomocnika.
Mowa tutaj o robocie planetarnym Silvercrest, który od jutra będzie dostępny w sprzedaży za 399zł w sklepach sieci Lidl.
Co to takiego dokładnie? Urządzenie, które pomoże przygotować Ci nie tylko ciasta ucierane, ale także- a może przede wszystkim drożdżowe, do których ja osobiście nie mam siły ;) Ponadto bez problemu poradzi sobie z kremami, a w mikserze kielichowym przygotujecie koktajl lub zmiksujecie zupę na gładki krem.


Co mnie zauroczyło tak na pierwszy rzut oka?

  • przede wszystkim pojemna misa robota- bo aż 6.3l. Bez problemu ubijecie w niej pianę na pokaźną bezę lub wyrobicie ciasto na dwa chlebki
  • pokrywa do misy wraz z lejkiem, który ułatwia nam dodawanie składników już w trakcie wyrabiania ciast czy kremów
  • hak do ugniatania i mieszadło z powłoką Teflon® zapobiegającą przywieraniu (naprawdę łatwe czyszczenie!)
  • szklany blender (zazwyczaj spotykałam się z plastikowymi)
  • moc 1300W, czyli dość sporo, nie będzie więc problemu z wyrabianiem
  • wygląd ogólny- masywny, w modnym kolorze i z dodatkiem tej dużej, metalowej misy wydaje się, że robot jest o wiele droższy
  • system planetarny uciera ciasta szybciej i dokładniej
  • w instrukcji obsługi znajdziemy także kilka przepisów z dokładnym opisem
  • 10 stopniowa, płynna regulacja prędkości
Jak sprawdził się w trakcie użytkowania?

Pod dodaniu i wymieszaniu składników tylko raz ściągałam ciasto ze ścianek misy- bardziej chyba z przyzwyczajenia niż konieczności. Ładnie wszystko wymieszał, napowietrzył.
Nie byłabym sobą gdybym nie spróbowała zagnieść ciasta drożdżowego. Z nim również nieźle sobie poradził, aczkolwiek nie wyrabiałam go długo i ciężko mi powiedzieć czy -tak jak podaje instrukcja- po przegrzaniu wyłączy się, a ponowne uruchomienie możliwe jest dopiero po kilkunastu minutach. Wolałam póki co tego nie sprawdzać.
Jedynym mankamentem, który troszkę mi "wadził" jest krótki kabel, ale znalazłam miejsce gdzie mogę robota przenosić, by go podłączyć, więc nie narzekam.


Podsumowując...

Jeśli ktoś nie ma, a chciałby nabyć takie urządzenie w rozsądnych pieniądzach, to śmiało może zakupić robot Silvercrest.  Do użytku na "domową" skalę sprawdzi się na pewno, poza tym ma 3 lata gwarancji, co zdarza się chyba niezwykle rzadko. Zazwyczaj każdy sprzęt ma 2 lata, więcej to chyba tylko za dodatkową opłatą.
Żałuję, że nie mam porównania z innymi robotami planetarnymi, być może wtedy moja opinia mogłaby być bardziej treściwsza, konkretniejsza i porównawcza. Nie mniej jednak cena jest adekwatna do sprzętu i wierzę, że i ja będę mogła z niego długo i często korzystać. 

http://www.lidl.pl/pl/index.htm

sobota, 12 listopada 2016

Ciasto "Snikers" (pieczony)

Jak już zdążyliście chyba zauważyć ;) moimi ulubionymi bakaliami są orzechy. Każde, ale włoskich akurat ostatnio miałam pod dostatkiem. Ciasta z nimi smakują rewelacyjnie!
Przyznaję bez bicia, że Snikersa piekłam drugi raz. Czemu więc nie podzieliłam się pierwszą wersją? Bo był tak wysoki, że śmiało mógł "robić" za tort. Nie byłam w stanie rozwałkować cienko ciasta i je przenieść, więc zrobiłam grubsze blaty w mniejszej formie. Jak wyrosły, to możecie sobie wyobrazić ile ich było... Do tego budyń  i orzechy z takiej samej porcji jak tutaj...
Dlatego jak tylko nadarzyła się okazja postanowiłam poprawić swoje błędy i ciasto powtórzyć. Wymyśliłam sobie, że odmierzę na papierze do pieczenia wymiar formy i postaram się pięknie rozwałkować właśnie na nim. I to był strzał w dziesiątkę ;) Bo i przenieść do formy nie było problemu i upiekło się tak jak trzeba. 
Radzę tylko uważać na upieczone blaty, bo są tak kruche, że nie trudno je uszkodzić. 
Ale poradzicie sobie, więc śmiało... Kto piecze już, a kto czeka z nim do świąt??



Składniki na blaszkę 24x36cm
Ciasto:
600 g mąki pszennej
1/2 szklanki cukru 

2 jajka
2 żółtka
200 g margaryny
2 łyżki mleka
3 łyżki miodu
2 łyżeczki sody
3 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią

Krem budyniowy:
700ml mleka
3 żółtka
2/3 szklanki cukru
2 pełne łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżka mąki pszennej
100g masła

Warstwa orzechowa:
200 g posiekanych orzechów włoskich
90 g margaryny
1 łyżka cukru
2 łyżki miodu

Dodatkowo:
1 puszka masy kajmakowej (ok 400g)


Sposób przygotowania:

1. Przygotowanie warstwy orzechowej: Margarynę, cukier, miód oraz posiekane orzechy (w zależności od tego jak lubimy- drobniej lub "z grubsza") topimy na małym ogniu. Mieszamy do rozpuszczenia cukru i połączenia składników. Odstawiamy.

2. Ciasto: Przesianą mąkę siekamy z margaryną oraz pozostałymi składnikami. Zagniatamy i dzielimy na 3 równe części. Każdą wałkujemy na prostokąt o wymiarach blaszki- najlepiej bezpośrednio na papierze do pieczenia. 2 blaty przekładamy do formy i pieczemy osobno w piekarniku nagrzanym do 170st C przez ok 10 minut. Na 3 blat przed pieczeniem nakładamy warstwę orzechową. Pieczemy ciut dłużej- ok 12 minut.


 3. Budyń: 500ml mleka gotujemy z cukrem, mieszamy by się dobrze rozpuścił. W pozostałej części rozrabiamy żółtka oraz obie mąki. Najlepiej zrobić to na najniższych obrotach "miotełką" dołączoną do blendera. Wlewamy do gotującego się mleka i ponownie zagotowujemy. Zestawiamy z ognia i dodajemy kawałki masła, mieszając dokładnie cały czas aby połączyło się z budyniem.

4. Przełożenie: Blat ciasta- masa budyniowa- blat ciasta- masa kajmakowa- blat ciasta z orzechami. Schładzamy, by lepiej się kroiło. 


czwartek, 10 listopada 2016

Rogale marcińskie- po mojemu :)

W tamtym roku robiłam je po raz pierwszy i powiedziałam sobie, że na pewno nie ostatni. W tym roku również miały być, ale przy tej mojej dwójce muszę odpuścić. Musiałabym chyba całkiem nockę zarwać, a że kolejnego dnia trzeba być "na chodzie", to sobie tego nie wyobrażam. 
Wzorowałam się na przepisie podanym przez Smaczną Pyzę na jej blogu, ale jeśli chodzi o nadzienie (głównie), to kierowałam się przede wszystkim zawartością szafki ;) Były bardzo smaczne i błyskawicznie się rozeszły, ale nie ma się co dziwić- rozdzieliłam je - o ile dobrze pamiętam- na kilka domów. 
Wyszło ich sporo, więc sami i tak nie przejedlibyśmy, a nie oszukujmy się najlepiej smakują tego samego dnia/ ewentualnie na drugi dzień. Nie potrzeba do nich nawet żadnej kawy/ herbaty.
Pulchne, aromatyczne i z bakaliami. Pokochałam je od pierwszego kęsa. 



środa, 9 listopada 2016

Zupa- krem brokułowy

Nawet nie zdajecie sobie sprawy jaki mam problem z posiłkami dla starszego Syna, ciągle wszystko jest na nie. Jedyne co zje, tak w miarę bez namawiania to jajko na miękko i parówka, ale i to nie każda ;) Ma swoje ulubione ;)
Przemycenie mu warzyw lub mięs, to ciężki orzech do zgryzienia- stąd też u nas często goszczą na stole kremy warzywne: a to z groszkiem ptysiowym, a to z grzankami.
Z podobnym zamysłem powstała ta zupka, choć tutaj- w przypadku brokuła, przeciwnikiem jest także mój Mąż. Szczęście, że jednak zjedli i nic nie "mamrali", a to już można uznać za dobry znak i wróżbę na przyszłość!



Składniki 3-4 porcje:

2 ziemniaki
1 litr bulionu warzywno-drobiowego 

1 brokuł
1 łyżka pesto pietruszkowego
1 duży serek topiony śmietankowy (100g)
sól, pieprz do smaku
1/3 łyżeczki mielonego rozmarynu

Dodatkowo:
groszek ptysiowy
pestki dyni
ziarna słonecznika


Sposób przygotowania:

Różyczki brokuła myjemy, przekładamy do garnka wraz z pokrojonymi w kostkę ziemniakami. Zalewamy bulionem warzywno- drobiowym i gotujemy na małym ogniu ok 25 minut. Po tym czasie możemy odrobinę bulionu odlać (ja odlałam jakieś 2/3 szklanki), dodajemy pesto pietruszkowe i miksujemy na krem. Serek topiony kroimy na mniejsze kawałki, dodajemy do zupy. Stawiamy na małym ogniu i mieszamy cały czas aż serek się roztopi. Doprawiamy solą, pieprzem oraz suszonym rozmarynem. Podajemy z groszkiem ptysiowym oraz uprażonymi ziarnami słonecznika i dyni.



poniedziałek, 7 listopada 2016

Pesto pietruszkowe

Uwielbiam makaron z bazyliowym pesto. Idąc tym tropem postanowiłam zrobić własną wersję z pietruszki, która bujnie wyrosła w tym roku i jeszcze nie tak dawno zebrałam ostatnią partię. 
Z dodatkiem odrobiny czosnku, kolorowego pieprzu i orzechów jest smacznym dodatkiem do moich dań.
Przygotowane możemy przechowywać do tygodnia w lodówce, ale jeśli je spasteryzujemy, to ten czas zdecydowanie się wydłuży.



Składniki na 1 słoiczek WECK (200ml):

1 spory pęczek pietruszki 
2 ząbki czosnku
50g orzechów włoskich
½ szklanki oliwy z oliwek
sól, kolorowy pieprz do smaku



Sposób przygotowania w Tefal Companion:

 W misie Tefal Companion zakładamy ostrze tnące. Umieszczamy wszystkie składniki, zakładamy koszyczek, który zmniejszy powierzchnię pracy i uruchamiamy PULS na 20 sekund. Następnie szpatułką zgarniamy pesto ze ścianek misy i ponownie miksujemy na prędkości 12, do uzyskania pożądanej przez nas konsystencji. Czym krócej, tym pesto lepsze!
Przekładamy do słoiczka, zalewamy resztą oliwy i posypujemy świeżo zmielonym kolorowym pieprzem. Zamykamy i przechowujemy w lodówce do 3 tygodni.

Sposób przygotowania:

Natkę pietruszki przebieramy, zgrubiałe łodygi odcinamy, pozostawiając tylko miękkie jej części i listki. Dodajemy czosnek, orzechy, odrobinę soli i połowę oliwy. Wszystko dokładnie miksujemy. Przekładamy do słoiczka, zalewamy resztą oliwy i posypujemy świeżo zmielonym kolorowym pieprzem. Zamykamy i przechowujemy w lodówce do 3 tygodni.


Zapraszam do zapoznania się z ofertą WECK Polska (kliknij na truskawkę;) )
https://weck.com.pl/

sobota, 5 listopada 2016

Słodki "Salceson"

Jeśli lubicie bloki czekoladowe, to z pewnością i ten deser Wam się spodoba. Ja go uwielbiam i to chyba jedno z kilku ciast, które kojarzą mi się z Mamą i domem rodzinnym. 
Pamiętam jak wracała z "miasta" z woreczkiem galaretek w cukrze i pilnowała, byśmy jej nie zjedli, bo to właśnie do salcesonu. 
Do przygotowania prościutkie, więc raz dwa na zakupy i na niedzielę macie czekoladowy, pełen bakalii i galaretki deser.


Składniki:

2 paczki herbatników
25 dkg masła
25 dkg cukru pudru
1 budyń czekoladowy
5 dkg kakao
20 dkg galaretek w cukrze
10 dkg rodzynek
10 dkg orzechów
10 dkg skórki pomarańczowej
2 jajka
3 łyżeczki żelatyny


Sposób przygotowania:

1. Bakalie posiekać niezbyt drobno. Masło roztopić, dodać cukier i cały czas mieszać do rozpuszczenia cukru. Wyłączyć pod garnkiem. Bakalie wymieszać z budyniem, kakaem oraz na końcu z jajkami. Dodać do masy z masła i cukru.
2. Żelatynę zalać ok 4 łyżkami wody, tak by cała nasiąkła i stężała. Następnie rozpuścić ją w kąpieli wodnej lub zagotować 1/2 szklanki mleka i nim zalać stężałą żelatynę. Delikatnie przestudzoną wlać do masy, dodać pokruszone herbatniki, wymieszać i przelać do formy. Na końcu dodać kolorowe galaretki w cukrze, lekko je dociskając do środka. Pozostawić do stężenia na kilka godzin.



piątek, 4 listopada 2016

Noże kuchenne Fiskars- recenzja

To już prawie dwa miesiące jak do drzwi zapukał kurier i wręczył paczuszkę, a w niej dwa wspaniałe noże!
Czy są mi obce? No nie do końca. Jeden już posiadałam i używałam go praktycznie na każdym kroku, więc zastanawiałam się jak spiszą się te kolejne. Dałam sobie czas, by na początku się z nimi oswoić, później zaprzyjaźnić, a na końcu napisać Wam słów kilka. No może zdań ;)


Ale od początku...

Choć o nazwie Fiskars słyszał zapewne każdy, tak niewielu z Was wie, że jest... malutką wioską. To właśnie tam Peter Thorwöste założył w 1649r małą kuźnię, którą z czasem przejęła rodzina Björkman, a następnie Johan Jacob Julin, który sprawił, że o marce zrobiło się głośno. W 1883r, już po śmierci Julina Fiskars stał się spółką z ograniczoną odpowiedzialnością i prężnie się rozwijał. Co ciekawe, charakterystyczne pomarańczowe wstawki są z nami zaledwie od 1967r! Stosunkowo młode, jeśli się patrzy na te ponad 365lat...
A co teraz? Teraz na wyciągnięcie ręki mamy właśnie wspaniałe noże, nożyczki, sprzęt ogrodniczy, a nawet... porcelanę- nie byle jaką, bo ręcznie malowaną!

No dobrze, ale noży wkoło do koloru do wyboru! Czemu więc Fiskars..?

Nie ma dnia byśmy nie mieli noża w ręku. Codziennie przygotowujemy posiłki, nawet jeśli nie są skomplikowane, to przecież posmarować masłem chleb, czy pokroić warzywa czymś musimy. Zwykłe marketowe noże dają radę, owszem, ale tylko przez pierwsze kilka dni, a później bez ostrzenia nie ma szans nic pokroić, no chyba że palca, bo to akurat tępym nożem najlepiej wychodzi :D
Warto więc zainwestować i zakupić porządne noże, które posłużą nam przez długie lata.
Noże Fiskars są najwyższej jakości i spełniają oczekiwania nawet najbardziej wymagających Klientów.


Podzielone na 4 kategorie sprostają w każdej sytuacji:
  • wielozadaniowe
  • do pieczywa
  • do mięsa i ryb
  • do owoców i warzyw 
Noże Functional Form wykonane są z wysokiej jakości japońskiej stali, co zapewnia nam trwałe użytkowanie. Dodatkowym atutem jest specjalny kształt rękojeści, który chroni nasze palce.

 

Jak o nie dbać?

Nic prostszego! Wystarczy po każdym użyciu przemyć i wytrzeć do sucha. Noże Fiskars możemy także myć w zmywarce, ale należy pamiętać, by ostrza dodatkowo zabezpieczyć tak, by nie stykały się z innymi kuchennymi akcesoriami.

Gdzie trzymać?

W ofercie Fiskars są specjalnie zaprojektowane bloki i listwy magnetyczne, które sprawią, że przechowywanie będzie proste i co najważniejsze bezpieczne. Dla nas, bo nie "nadziejemy" się na nie szukając czegoś w szufladzie oraz dla samych noży, które w styczności z innymi metalami zdecydowanie szybciej się tępią.

Jakie są moje noże?

Otrzymałam zestaw dwóch- jeden wielozadaniowy Szefa kuchni, a drugi mniejszy do obierania warzyw i owoców. Gdyby do tego dodać nóż do pieczywa (ząbkowany), to uwierzcie mi- więcej nie potrzebuję!
Noża szefa kuchni używam najczęściej. Kroję nim, siekam (o ile to można nazwać siekaniem- bo do perfekcji to mi sporo brakuje), a jak trzeba to nawet wygładzam masę na torcie ;)
Mniejszy stosuję przede wszystkim do smarowania pieczywa, obieram nim jabłka i... filetuję mięso ;) Tak właśnie tym nożem! Jest na tyle ostry, że fajnie sobie radzi.


Pomocne w każdej sytuacji!


Jak już wspominałam, dostałam je parę tygodni temu. Miałam więc czas, by solidnie się z nimi zapoznać. Cierpliwie czekałam, kiedy w końcu się stępią... ale! Nic takiego się nie stało :) Nadal sobie świetnie ze wszystkim radzą. Przyznaję, że myję je czasem w zmywarce- zwłaszcza nóż szefa kuchni, jeśli ma do czynienia z siekaniem ciasta, czy to na makaron, czy na kruszonkę. Zawsze jednak mają swoją "działkę" w koszyczku, więc nie dotykają nawet innych sztućców. 
Noży mam w domu już kilka, ale te naprawdę są najczęściej używane. Pozostałe tylko w wyjątkowych sytuacjach ;) Polecam z czystym sumieniem wszystkim szukającym tych właściwych do swojego królestwa, wszak praca o wiele przyjemniejsza jest, jeśli ma się z czym pracować :) A dobry nóż w kuchni, to jednak podstawa!

http://www.fiskars.pl/


środa, 2 listopada 2016

Zupka warzywna z ryżem- dla niemowląt

Każdy Rodzic chce dla swoich dzieci jak najlepiej. Ja jestem właśnie jednym z nich i bardzo zależało mi by Adaś jadł obiadki przygotowane przeze mnie. Nie zawsze się udaje, bo albo nie smakuje, albo woli mleczko, albo po prostu ma taki dzień, że nie i koniec!
Przypuszczam, że tak jak i u Olusia, po jakimś czasie ten bunt minie (co ja mówię, on nie minie, on tylko zmieni swoje ukierunkowanie :D) i wszelkie warzywne jak i owocowe potrawy będziemy zjadać z wielką przyjemnością.
By mi się jednak nic nie marnowało, wpadłam na sposób i pasteryzuję posiłek w słoiku. Jest to o tyle fajne, że zawsze mogę wyciągnąć "własny" w najmniej oczekiwanym momencie. Mogę też podawać zupki na zmianę, by dziecku się nie znudził jeden smak.
Z pomocą przy takich właśnie zupkach przyszły mi weki od Weck Polska, gdzie małe pojemności (ok 200ml) doskonale się sprawdzają. Są praktyczne, solidnie wykonane i ślicznie się prezentują. Ale to możecie sami zobaczyć i ocenić ;)



Składniki:

1 malutki ziemniak
1 marchewka
1/3 korzenia pietruszki (3cm kawałek)
1 łyżka ugotowanego ryżu
 ½ łyżeczki oliwy z oliwek
1 szklanka wody

Sposób przygotowania:

Warzywa myjemy, obieramy i kroimy na małe kawałki. Zamiast kroić, marchewkę i pietruszkę możemy zetrzeć na tarce. Zalewamy wodą i gotujemy do miękkości, co jakiś czas mieszając. W międzyczasie gotujemy w garnuszku łyżkę ryżu. Gdy warzywa będą miękkie, a wody pozostanie nie więcej niż 1/3 szklanki dodaję ½ łyżeczki oliwy z oliwek oraz ugotowany, odcedzony ryż.Wszystko miksujemy na gładki krem, przekładamy do wecka i pasteryzujemy ok 5 minut od momentu zagotowania.



https://weck.com.pl/


poniedziałek, 31 października 2016

Sok z ciemnych winogron

Co prawda już ciężko o winogrona, ale pomysł na soczek będzie na przyszły rok ;)
Zarówno rozcieńczony z wodą jak i dodany do herbaty smakuje rewelacyjnie. Wyrazisty smak i delikatna słodycz są tutaj zdecydowanym atutem.


Składniki:

Winogrona ciemne (najlepiej z własnego sadu)
ok 100g cukru na każdy kg owoców

sokownik


Sposób przygotowania:

Na dno sokownika wlewamy wodę. W sicie umieszczamy umyte i obrane z ogonków owoce winogrona, przesypane warstwami z cukrem. Dusimy na wolnym ogniu, a powstały sok co jakiś czas zlewamy do słoików. Mocno zakręcamy i pasteryzujemy 30 minut w (zimnym) piekarniku ustawionym na 120st C.