Nie tylko dla wielbicieli słodyczy, ale dla wszystkich ceniących sobie smaczną i niedrogą kuchnię. Czemu więc "Kuchnia w czekoladzie"?
To właśnie ciemna i biała czekolada są dominującymi kolorami w moim królestwie, do którego Was zapraszam:)

niedziela, 10 czerwca 2018

Eklerki z kremem truskawkowym

Środek dnia, a ja korzystam z wolnej chwili ;) To się często nie zdarza, ale dziś z racji niedzieli mamy w domu Tatę, który postanowił zabrać dzieciaki do lasu ;) Teoretycznie miałam chwilę odpocząć, ale wiecie jak to jest... w końcu stwierdziłam, że faktycznie przysiądę i będzie dwa w jednym, bo nie dość że odpocznę, to jeszcze podzielę się z Wami nowym wpisem! W głowie kotłują mi się już myśli, że przecież powinnam jeszcze zrobić cukier różany i lody truskawkowe, ale mam nadzieję, że zdążę i z tym, zanim wrócą ze spaceru :D
Eklerki już od dawna za mną chodziły. Oczywiście w wersji podstawowej, z bitą śmietaną. Nie byłabym jednak sobą gdybym nie wykorzystała truskawek, które uwielbiamy i są na wyciągnięcie ręki. Teraz tak sobie myślę, że całkiem fajnie, że je dodałam, bo całość wyszła taka lekko kwaśna, choć nadal z przewagą słodkości. Czyli w sam raz!
Jeśli nie macie jeszcze deseru na dziś, to jest to naprawdę świetna alternatywa, bo przygotowanie nie zajmuje wiele czasu i śmiało wyrobicie się z czasem do popołudniowej kawki ;) Nawet z dziećmi!
Deser ten zgłaszam do konkursu organizowanego na stronie Durszlak.pl - Palma- zróbmy coś dobrego!

sobota, 9 czerwca 2018

Tort szpinakowy z owocami

Nie wiecie nawet ile czasu zajęło mi napisanie tego przepisu w całości, od a do z. Urodziny Adaś miał początkiem maja, przy czym obchodził końcem kwietnia. Mamy już początek czerwca, więc wypada w końcu, by tort ujrzał światło dzienne. Choć nie mam zbytnio zdjęć w przekroju, ale mam nadzieję, że to nie będzie dla Was przeszkodą w podjęciu wyzwania i przygotowaniu czegoś podobnego.   
Nie jestem zwolenniczką tortów typowo cukrowych, dlatego i tym razem postanowiłam zrobić najzwyklejszy, a z masy cukrowej przygotować tylko ozdoby, których i tak nikt nie zjadł... (no może prócz kilku klocków). Po urodzinach został mały kawałek, a to oznacza, że był naprawdę smaczny!


piątek, 8 czerwca 2018

Knedle z truskawkami

Oj zleciał ten tydzień nie wiem nawet kiedy. Człowiek nic konkretnego nie zrobił, ale przynajmniej wrócił na chwilę do czasów dzieciństwa. Wszystko za sprawą tych knedli, które kiedyś jadło się na wakacjach non stop, a później jakby poszły trochę w zapomnienie. Albo my zrobiliśmy się bardziej wybredni i żądni nowych smaków... Mniejsza o to! Nie będziemy wnikać, bo nic nam to nie da, a czas zbyt cenny, by go na to tracić. 
Wracając właśnie do tych, co tu dużo kryć- zapomnianych smaków, postanowiłam i ja przybliżyć dzieciom kuchnię polską. Zwłaszcza, że truskawek nadal pod dostatkiem i aż żal z nich nie korzystać. Narobiłam knedli, wyżywiłam dwie Rodziny i w sumie to już myślę czy by ich w przyszłym tygodniu jeszcze nie powtórzyć, w wersji z serem lub kaszą jaglaną. Tylko Panu Mężowi muszę wcześniej pomyśleć nad konkretnym obiadem, bo wiecie przecież, że obiad z owocami to nie obiad, a deser, w rozumieniu mężczyzn, czasem mam wrażenie, że wszystkich ;) Aczkolwiek, żeby nie było, że nie jadł... zjadł na drugie śniadanie w pracy :) Za to Adaś oczywiście zjadł ze smakiem. Nawet nie wiecie, jak ja się cieszę, że w niego nie muszę wmawiać żadnego jedzenia! Je wszystko, za porządkiem :) Na słono, na kwaśno i na słodko ;) Ostrego tylko nie daję :P
Kuknijcie poniżej czy macie w domu zapas ziemniaków, mąki i truskawek i zabierajcie się za obiad! 
Z czym podacie knedle, to już Wasza sprawa. Możecie z masłem i bułką tartą, możecie ze śmietaną i cukrem, a nawet możecie z jednym i drugim, choć już bez tego cukru. Najważniejsze by Wam i Waszym bliskim smakowało!



sobota, 2 czerwca 2018

Kruche ciasto z pianką i truskawkami

Słuchajcie uważnie, bo mam dla Was pewną nowinę :P Pusto tutaj ostatnio i myślę, że powinnam się jakoś usprawiedliwić. Ostatnimi czasy praktycznie nie biorę aparatu w ręce... Ba! Nawet specjalnie nie chce mi się gotować i piec tych wszystkich pyszności, choć nie powiem, że nie zjadłabym, bo jak już są to wcinam równo :D Na apetyt narzekać nie mogę, standardowo w sumie. Wydawać by się mogło, że przecież wszystko ok, no ale jednak nie do końca. Ale o tym za chwilkę... bo teraz muszę trochę opowiedzieć o tym cieście. 
Nie wiem skąd wziął się przepis i kto był jego autorem, ale ja podchwyciłam pomysł z TEGO bloga. No bo wiecie, jest już w sumie czerwiec (miałam pisać że maj- tak to jest jak się do szkoły nie chodzi), że truskawki na każdym kroku i z każdym dniem tańsze, to i wykorzystać należy je na wszelkie możliwe sposoby. No ale skoro wiecie już, że ja taka trochę niedyspozycyjna teraz, to i sama nie wymyślam, tylko- mówiąc wprost- szukam inspiracji. Jedną z nich było właśnie to ciasto, które ja delikatnie tylko zmodyfikowałam po tym, jak w żadnym z pobliskich sklepów nie znalazłam budyniu malinowego. Nie wiem, co będzie kolejną inspiracją, ale zamówiłam u Pana Męża następną partię truskawek, więc chyba należy zacząć szukać. Choć na samą myśl, że powinnam spiąć poślady i coś zrobić ogarnia mnie niemoc. Liczę, że za jakiś czas mi ta "faza" przejdzie i wrócę do normalności. No bo ileż człowiek może mieć tego lenia...
Kochani nie chcę nawet wiedzieć, o czym pomyśleliście czytając wstęp, ale skoro już wiecie, o co, a raczej o kogo chodzi, to może doradzicie, co zrobić, by się go skutecznie, raz na zawsze pozbyć! Zrobił się na tyle uciążliwy, że nawet jak już wezmę i zrobię zdjęcia, to siedzi mi na ręce i nie pozwoli przepisu napisać. I tak odkładam wszystko na później... a później zapominam, co ja to pisać miałam ;)


niedziela, 27 maja 2018

Ciasto biszoptowo truskawkowe

Trochę znowu zawaliłam, bo przepis miał być wczoraj, ale po prostu brakło czasu, by przysiąść przy komputerze. Mam nadzieję, że wszystkie Mamy zostały już należycie obdarowane nie tylko upominkami rzeczowymi, ale też sporą dawką słodyczy, najlepiej samodzielnie wykonanej. Kto się przyzna, co fajnego upiekł na to wyjątkowe święto?
U mnie rządzą truskawki, choć właśnie nie wczoraj, a dopiero dziś będę częstować. 
Wszystkim Mamom spóźnione sto lat z racji Naszego Święta 💓


czwartek, 24 maja 2018

Tarta z rabarbarem

Rabarbar powoli zostaje w tyle za truskawkami, które patrzą teraz na mnie z każdej strony i wołają zjedz mnie, co też czynię z największą przyjemnością. Ciasta z ich wykorzystaniem pewnie niedługo zagoszczą na blogu, ale póki co musicie pocieszyć się jeszcze jednym przepisem na rabarbar i liczę na to, że w tym roku uda Wam się taką tartę zrobić. Jest  totalnym klasykiem! Jeśli chodzi o mnie, to planów więcej nie mam w stosunku do niego, więc pewnie był to ostatni raz w tym roku, gdzie wykorzystałam łodygi tego owocu. No, chyba, że jakimś cudem mój rabarbar urośnie i pozwoli coś zebrać...

wtorek, 22 maja 2018

Wytrawne gofry tuńczykowe

Fajnie jest zacząć dzień od nietypowego śniadania. Naprawdę! 
Moje wczorajsze wyglądało mniej więcej tak ;) Jak już wiecie z wcześniejszych postów, biorę udział w konkursie organizowanym na stronie Durszlak.pl gdzie do przygotowanego posiłku należy użyć tuńczyka Princes, bogatego w białko, nienasycone kwasy tłuszczowe oraz witaminy.
Pomysłów na #MasterTuńczyk miałam kilka, ale co chciałam się brać za robotę i sprawdzałam, co nowego się pojawiło, to okazywało się, że całkiem podobny pomysł już jest :D Tym sposobem odpadły mi m.in. eklerki, z tuńczykiem i warzywami, bo zobaczyłam, że ktoś wstawił tort ptysiowy :P Całkiem fajny zresztą. No ale tu ciasto zaparzane i tu... no nie, stwierdziłam, że muszę główkować dalej :D Czas konkursu nieubłaganie się kończy, trzeba więc było działać. Padło właśnie na takie śniadaniowe gofry tuńczykowe z dodatkami. 
Powiem Wam, że przygotowanie takiego śniadania to ok 10 minut roboty. W czasie kiedy gofry się pieką, Ty masz czas na przygotowanie dodatków, a nawet na zrobienie herbaty tudzież kawy.
Mało tego! Te dwa gofry w zupełności wystarczą jako posiłek dla dwóch osób, bo jedną połówką "kanapki" można się nieźle nasycić na długie godziny.
Ja ten pomysł na pewno jeszcze nie raz wykorzystam, tym bardziej, że za każdym razem, pomimo tego, że same gofry będą smakować podobnie, to dodatki mogę zmieniać i modyfikować wedle upodobania. We wczorajszej np zabrakło mi awokado, które w domu było, ale jakoś nie wpadło mi od razu do głowy ;) Jak widzicie możliwości jest wiele! Działajcie i dzielcie się zdjęciami ;) 
Miłego dnia dla Was :* 


poniedziałek, 21 maja 2018

Ravioli z tuńczykiem i szpinakiem w sosie cytrynowym

Uwielbiam dania mączne, dlatego kiedy poczytałam o konkursie #MasterTuńczyk wiedziałam, że przygotuję jakiś makaron, pierogi itp potrawy. Nie mogłam się tylko zdecydować, co dokładnie to będzie. Patrząc na wcześniej zgłoszone propozycje konkursowe, makaron królował dość często, więc to skłoniło mnie do pójścia w drugą stronę, w stronę pierogów. I tutaj miałam dylemat nie mały, bo o ile jadłam je w różnej postaci, tak z rybą nie zjadłam w życiu ani jednego pieroga. Nawet nie wiem czy takowe się robi, czy nie :P Zbytnio ryzykować nie chciałam, bo myśli, "co będzie jak mi nie posmakuje?" troszkę zawładnęły moją głową, stąd postanowienie o ilości ostrożnej. 
Ciasto, którego użyłam jest zrobione z samych żółtek, na dodatek z jajek od szczęśliwych, wiejskich kurek, więc i kolor dały bardziej intensywny. Tak- miałam myśl, by użyć najzwyklejszego ciasta na pierogi, bo akurat w tym dniu lepiłam ruskie, ale skoro zaczęłam główkować nad farszem i dodatkiem, to nie było mowy o poddaniu się i pójściu na łatwiznę. Zrobiłam je od podstaw tak jak należy, mając nadzieję, że zarówno ono jak i farsz będzie naprawdę wyjątkowe.
Sos- tutaj też postawiłam na klasykę! Wiedząc, że praktycznie każda rybka lubi kwaskowatą nutę cytryny, nie było innej opcji. Mało tego, zdradzę Wam, że kilka pierożków które mi zostały odgrzałam nazajutrz na maśle, a później także skropiłam sokiem i były fantastyczne!
Jeśli więc lubisz ryby, a boisz się spróbować pierogów z właśnie takim nadzieniem, to ja Ci mówię z ręką na sercu, że warto! Co jeszcze warto? Oczywiście wziąć udział w konkursie na stronie www.konkurstunczyk.eu i grać o fantastyczne nagrody! Zapraszam :)


niedziela, 20 maja 2018

Ciasto z rabarbarem, malinami i bezą kokosową

Ten, kto śledzi mojego Instagrama, wie już, że pierwsze tegoroczne ciasto z rabarbarem i bezą było, jak by to delikatnie powiedzieć... pyszną, kruchą i słodką porażką ;) Czemu porażką? A no już spieszę wyjaśnić ;) Zachciało mi się dać truskawki, ale że nie miałam świeżych tylko mrożone, to postanowiłam je podsmażyć z cukrem tak, by sok odparował i całość lekko zgęstniała. Tak też było, ale tylko w rondelku ;) Podczas pieczenia wypłynęło jeszcze tyle soku, że aż się dziwię, że spód pozostał kruchy ;) Kroić normalnie się nie dało, bo wszystko rozłaziło się na boku. Zdjęć oczywiście nie było, choć krótką wzmiankę właśnie na Instagramie zamieściłam. Żeby nie było, że zbyt szybko się poddaję, postanowiłam, że jak tylko zniknie ostatni okruszek, to zabieram się ponownie za pieczenie. Zaopatrzeniowiec przywiózł rabarbar, Mama dała maliny i nie było zmiłuj ;) Zaczęłam działać i tym razem nie dość, że spód wysypałam grysikiem, to dodatkowo owoce obtoczyłam w odrobinie mąki ziemniaczanej. W końcu wyszło jak należy, choć i smak był już inny niż poprzednio. Nie, nie, że gorszy, po prostu inny, ale co się dziwić jak tu truskawki, a tu maliny, tu beza zwykła, a tu kokosowa i kilka innych mniejszych "poprawek".
Zachęcam do spróbowania jeszcze teraz, bo sezon na rabarbar krótki i trzeba go należycie wykorzystać!


piątek, 18 maja 2018

Zielone, szpinakowe naleśniki

Nie będę ukrywać, że u mnie to jednak tradycyjne naleśniki rządzą, ale od czasu do czasu można się pokusić o odrobinę szaleństwa ;) Dlatego przedstawiam Wam dziś zzieleniałe od szpinaku naleśniki. Nie ma w nich nic prócz podstawowych składników, które używamy do przygotowania placków no i właśnie ten nieszczęsny szpinak, którego część z nas nadal nie może pokochać. Jeśli więc macie w domu takich "antyszpinakowców", to śmiało podsuńcie im pod nos te naleśniki. Zawsze możecie zwalić na barwnik, bo zapach jest raczej neutralny, a podane z ulubionymi dodatkami mogą naprawdę nieźle smakować ;) Z własnego doświadczenia przyznaję, że smakują mi bardziej w wersji wytrawnej, ale i słodka może śmiało przejść.