Nie tylko dla wielbicieli słodyczy, ale dla wszystkich ceniących sobie smaczną i niedrogą kuchnię. Czemu więc "Kuchnia w czekoladzie"?
To właśnie ciemna i biała czekolada są dominującymi kolorami w moim królestwie, do którego Was zapraszam:)

czwartek, 5 lipca 2018

Wegańskie ciasteczka kokosowe + darmowy eBook

Tak się ostatnio poskładało na blogu, że macie więcej wegańskich przepisów. Ale spokojnie! Daleko mi jednak do całkowitego "przejścia" na weganizm i obawiam się, że o ile bez mięsa mogłabym żyć, tak bez mleka, jajek i ogólnie nabiału, już niekoniecznie. 
Rozumiem jednak potrzeby innych i domyślam się, że nie zawsze diety są czyimś "wymysłem", a koniecznością, z którą dla własnego zdrowia trzeba się zmierzyć. 
Ostatnio były lody, które zadziwiły swoim składem. Dziś będzie zdecydowanie bardziej przyziemnie ;) Ciasteczka z wykorzystaniem mąki kokosowej. Proste do przygotowania, smaczne i absolutnie wegańskie. To u mnie ;) Bo oprócz tego, mam dla Was jeszcze coś... 


piątek, 29 czerwca 2018

Wegańskie lody jarmużowo-szpinakowe

Pogoda nas nie rozpieszcza. Ciągły deszcz doprowadza do szaleństwa, ale przecież nikt nam nie zabroni trochę sobie "podogadzać". Zwłaszcza, że skoro od lodów zaczęła się moja choroba, to i na lodach skończyć się powinna. W myśl zasady- czym się zatrułeś... 
Ale od początku... Kiedy jeszcze w maju Ciotka przyniosła mi sadzonki jarmużu, zastanawiałam się co ja z niego zrobię. Sam w sobie jest jednak gorzkawy i nijak mi nie podchodził... Póki pomału sobie rósł, nie zwracałam na niego uwagi. Ale kiedy zaczął się rozrastać złapałam się za głowę i myślałam, co teraz? Na szczęście wujek google przyszedł z pomocą. Gdy zobaczyłam u Eryka te lody i ich zjawiskowy kolor, nie było zmiłuj. Liście oberwałam niemalże natychmiast. Jakby mi je ktoś co najmniej miał zaraz skraść, tudzież oberwać i zjeść. Nie miałam jednak pewności, co do koloru, za to reszta szpinaku była w lodówce, więc postanowiłam połączyć składniki i liczyć na cud, że lody będą zjadliwe. Bo obawa, że nikt ich nie ruszy, była jednak spora!
Mroziłam liście i banany kilka dni, bo wierzyłam, że w końcu zaświeci słońce, a ja usiądę w ogrodzie i będę się delektować smakiem zupełnie odmiennych lodów. Nie doczekałam się! 
Adaś spał, wzięłam więc znudzonego Olusia do kuchni i razem zaczęliśmy działać. O to, że nie będzie podjadał byłam spokojna. Widząc zamrożone liście od razu powiedział "A co to? Feee!" Zaczęłam tłumaczyć, że to lody Shreka itp, choć obawiałam się, że i tak jestem już na straconej pozycji... Zapał mój trochę opadł, bo jakby nie było, największy lodożerca w domu jest na nie... 
Ale kiedy gotową masę przymroziłam, a później uformowałam w wafelku, chęć zjedzenia loda zwyciężyła. Spróbował... i zjadł! Owszem, nie całego, bo i gałek sporo, ale jedną wtrąbił na bank. Pytam, Oluś i jak te lody, zjadliwe? "No całkiem dobre, takie Shrekowe 😝
Zapraszam więc na Shrekowe, wegańskie lody i liczę na to, że i Wam posmakują!


czwartek, 28 czerwca 2018

Dżem z czerwonej porzeczki

Wróciłam ;) Pamięcią oczywiście do lat dzieciństwa i pięknych krzaków czerwonej porzeczki, która rosła tuż przy rodzinnym domu. Nie było ich dużo, ale jednak... zbierać trzeba było, bo w domu nic nie mogło się zmarnować. A zbierania nie lubiłam strasznie. Traktowałam jak największą karę :) Teraz za to z przyjemnością poszłabym je tam pozbierać, zwłaszcza że dało się to robić siedząc, a nie stojąc w zaroślach jak to właśnie robiłam ostatnio :) Człowiekowi nie dogodzi, nijak hihi :D 
Najważniejsze jednak, że owoce są i to całkiem sporo ;) Nie ma szans, bym sama wszystko przerobiła, bo choćby nawet, to nie będzie miał kto tego wszystkiego zjeść/ wypić. 
Pomyślę jeszcze nad kilkoma deserami, ale teraz w deszczu, to choćbym chciała nikt mnie nawet nie wygoni pod las, by zebrać choćby koszyczek... 


Chleb duński

Jakiś czas temu publikowałam na blogu przepis na chleb wieloziarnisty, gdzie nie było ani grama drożdży i zakwasu. Ciężki, chrupiący i uzależniający!
Ostatnio, na wzór właśnie tamtego przygotowałam kolejny, choć tym razem spoiwem było nie tylko siemię lniane ale też nasiona babki płesznik. Ponadto słonecznik, dynia, trochę orzechów i migdałów.
Jest zupełnie inny od tradycyjnego bochenka chleba, ale to właśnie działa na jego korzyść. Bogactwo błonnika i witamin z grupy B. Wegański, a jeśli użyjesz odpowiednich płatków- może być także bezglutenowy. Zrobisz go w kilka minut, choć ze zjedzeniem poczekać najlepiej cały dzień.
Co jeszcze można o nim powiedzieć? Że jest bardzo syty i smakuje wyjątkowo w każdym zestawieniu- słodkim i słonym. Nie kruszy się, ale pod warunkiem właśnie, że damy mu chwilę odpocząć ;) Zapoznajcie się z przepisem, a jak już upieczenie, to podzielcie się wrażeniami. Czekam!


wtorek, 26 czerwca 2018

Naleśniki ze szpinakiem i pieczarkami

Uwielbiam naleśniki. Każde jedne, choć te "wytrawne" chyba jednak bardziej. Na słodko często brakuje mi pomysłów i są po prostu z serem i cukrem pudrem. Wiem, że powinnam to zmienić, ale jakoś się nie mogę do tego zabrać ;) Za to te pierwsze mogę zrobić za każdym razem inaczej i za każdym razem będą mi smakować. Najważniejsze, by były odpowiednio doprawione i przede wszystkim ciepłe. 
Dziś mam dla Was kolejne, z serii "coś z niczego". Mleko, jajka i mąkę mam w domu zawsze! O naleśniki nie jest więc trudno. Czasem gorzej z farszem, ale przeglądając lodówkę zawsze można się natknąć na coś, co nam spasuje. Mi tym razem podpasował szpinak, którego zostało odrobinę od pieczenia ciasta i pieczarki, które kupiłam na zupę, po czym stwierdziłam, że dwóch nie chce mi się gotować (bo chłopakom pieczarkowej nie daję). Kilka minut i pyszny obiad zrobiony :)


sobota, 23 czerwca 2018

Sernikobrownie z malinami

Dzisiejszy dzień miał być w końcu jednym z dwóch spędzonych bez dzieci. W Łodzi trwa Festiwal See Blogers, na który wielką ochotę miałam jechać. Niestety, najpierw Mąż przyszedł z informacją, że wolnego nie dostanie, a teraz... teraz to i ja się rozchorowałam, więc z podróżowania i tak nic by nie było. Mam nadzieję, że przyszły rok w końcu się uda, choć to odległe czasy i lepiej nie planować.
W zamian za to, by umilić sobie jakoś ten smętny, deszczowy dzień przygotowałam pyszne, czekoladowo serowe ciacho z owocami. Bo przecież nic tak nie poprawia humoru jak czekolada, prawda?
Uwielbiam ten czas, kiedy świeże owoce są na wyciągnięcie ręki. W deserach smakują mi ogromnie i już wiem, że w tym roku prócz truskawek muszę zamrozić także maliny.
Częstujcie się, zapraszam ;)


piątek, 22 czerwca 2018

Kotlety z kaszy jaglanej i kalafiora

Mam w domu niejadka, któremu ciągle coś nie pasuje. Nie ma dnia bez marudzenia i proszenia o to, by zjadł choć odrobinę czegoś "normalnego". Tak było i tym razem, gdy zabrałam się za przygotowanie kotletów. Widząc na wstępie kalafiora pokiwał tylko głową i powiedział, że tego jadł nie będzie. Faktycznie- nie chciał nawet spróbować :( Pomyślałam- ok. Jego wybór. Nie zmuszę. Młodszy oczywiście nie grymasił, za to Tatusiowi delikatnie doprawiłam... Dodałam troszkę gałki muszkatołowej, więcej pieprzu i troszkę suszonego tymianku... Smak miały już zupełnie inny, Zjadł, a później dopiero pytał z czego one były :D Za nic nie obstawił kalafiora, bo... też za nim nie przepada 💁 Zje tylko jako dodatek i to w towarzystwie bułki tartej na masełku. 
Udało mi się jednak delikatnie "oszukać", a jeśli i Ty masz w domu "antykalafiora" spróbuj przygotować właśnie te kotlety!




czwartek, 21 czerwca 2018

Cukier różany

Zbierając w tamtym roku kwiaty dzikiej róży, miałam w planach zrobić właśnie tenże cukier. Coś mnie jednak podkusiło, że konfitura będzie lepsza, że dodam do pączków itp... Płatki przerobiłam więc na nią. W tym roku, na samą myśl o przebieraniu tych płatków nie chciało mi się robić nic... Ale nie odpuściłam. Zebrałam niewiele, jakieś 100g, ale jak przebrałam i poodcinałam te białe, gorzkawe końcówki, to spokojnie wystarczyło do wykonania cukru.
Tradycyjnie można przygotować cukier w makutrze, ale ja skorzystałam z mojego kuchennego pomocnika. Stwierdziłam, że jak nie podoła, to zawsze będę mogła przesypać i potraktować pałką ;) Na szczęście obyło się bez tego. Tefal poradził sobie znakomicie, choć może nie w kilka sekund jakby się wydawać mogło, że powinien ;) Najważniejsze, że nie musiałam robić tego ręcznie!
Publikując zdjęcie na Instagramie, zostałam zapytana o kolor. Znaczenie i to ogromne, ma barwa płatków. Najlepiej wybierać te ciemniejsze kwiaty, o bardziej intensywnym i wyrazistszym kolorze, podchodzące pod czerwień lub bordo. Ważne jest też, by były zbierane z daleka od dróg głównych i zdecydowanie bez żadnych mszyc czy innych mieszkańców różanych terenów.


czwartek, 14 czerwca 2018

Podwójnie czekoladowa tarta z owocami

Taki dzień jak dziś zdarza się ostatnio rzadko- na szczęście. Mowa oczywiście o dniu deszczowym, kiedy ciemne chmury od rana wiszą nad Twoim domem, w szyby raz za razem uderzają ogromne krople, a dzieci siedzą, wpatrzone w okno i znudzone z pytającymi oczami... Kiedy w końcu będziemy mogli iść bawić się na pole...?
Zdecydowanie nie lubimy takich dni, zwłaszcza jak pogoda najpierw rozpieszcza tyloma słonecznymi tygodniami. Ale cóż robić...Nawet z pogodą trzeba się zmierzyć, tym bardziej, że deszcz jakby nie patrzeć- potrzebny. 
Padła propozycja wspólnego kucharzenia i ... już miałam chłopaków w kuchni, siedzących na blacie i czekających na wskazówki, co mają robić. 
Jako że od rana dali trochę popalić, pomyślałam, że może czekolada poprawi mi nastrój i na nią też postawiłam. Ugnietliśmy ciasto, a później zajęliśmy się kremem. Najwięcej frajdy było oczywiście z wyklejaniem blaszki ciastem, a ile zjedli surowego przy tym... nie chcę wiedzieć :)  Po krótkiej przerwie na bajkę chłopaki byli gotowi działać dalej. Postawiłam więc przestudzoną tartę z kremem (ten przygotowałam osobiście, jestem z tych nadopiekuńczych matek, które do ognia i gorących rzeczy średnio chętnie przywołują dzieci), dałam owoce i krótką instrukcję i chyba sama do siebie westchnęłam "Niech się dzieje"... Bo i działo się... większość owoców wylądowała w brzuszkach, krem z tarty zresztą też, bo kto by czekał na stężenie jak taki dobry i bez przebierania również się nie obyło...
Dzień zleciał intensywnie, a my zanim się obejrzeliśmy, to wyszło słońce:)


Falafel- kotlet z ciecierzycy

Weganką nie jestem, nie jestem nawet wegetarianką, ale od czasu do czasu lubię spróbować czegoś nowego, a że Mąż ciecierzycę wielbi, to te kotlety koniecznie musiałam zrobić. 
Było to już jakiś czas szczerze powiedziawszy, ale ja ich smak mam gdzieś jeszcze, 
na końcu języka. 
Ściemniać Wam nie będę, że bez sosu bym je zjadła. Może i złe nie są, ale jednak z sosem i dodatkami, to dopiero jest coś! Zwłaszcza na świeżo, gdy są jeszcze ciepłe i mięciutkie. 
M. również mlaskał, a co zostało zabrał do pracy na drugie śniadanie :D Tak, to ja lubię przygotowywać posiłki, kiedy wszystko znika w mig i nic nie muszę wywalać :)