Arancini najlepiej przygotować dzień wcześniej, przynajmniej ja tak zrobiłam. Z dobrze wystudzonego ryżu najlepiej nadać kształt, a przez noc, w zimnie oczywiście- kulki "zwiążą" się na tyle, że panierowanie ich to niemal czysta przyjemność. Niemal, bo jednak przy cieście troszkę paluszki można pobrudzić, ale wystarczy mieć przy sobie miseczkę z letnią wodą i praca nad końcowym etapem idzie naprawdę sprawnie.
Nie użyłam ryżu przeznaczonego typowo do risotta, ale nie stanowiło to żadnego problemu. Nie znaczy to jednak, że kolejnym razem tak nie zrobię, wystarczy tylko, że przypomnę sobie o arborio w jakimś większym markecie, bo tutaj niestety się zagapiłam, a w swoich delikatesach szału z wyborem nie miałam.
Czym wypełnić arancini? Ja użyłam pieczarek, bo po prostu je lubię, kukurydzy i sera. Śmiało możecie użyć mięsa czy zielonego groszku, fajnym pomysłem jest też ser opatulony chudym, wędzonym boczkiem lub szynką parmeńską.
Do czego podać? Przede wszystkim do wszelkich mięs, gulaszy czy potrawek. U mnie był to kurczak w sosie warzywno pomidorowym, a gdy zostało, zjadłam z duszoną rybką.
Na pewno zrobię powtórkę, ale poczekam na jakąś fajną okazję, gdy w domu będzie więcej osób, żeby mogli spróbować jakie to dobre!








